sobota, 15 sierpnia 2009

...

chciałabym teraz wtulić się w psią sierść, podrapać jej właściciela za uchem i wyryczeć mu się w ciepły kark. trudny tydzień. emocjonalnie roztrzaskana po wizycie w domu, bardziej niż zwykle jeszcze... jakie to zresztą ma znaczenie, znów widzę wyraźnie, że wszystko jest kwestią świadomości, ponieważ stan rzeczy jest, trwa niezależnie od nas, a wpływa na nasze życie dopiero w momencie, w którym o tym stanie rzeczy się dowiadujemy. a do mojej świadomości napływa ostatnio za dużo danych... muszę sobie połatać i wyprasować potarmoszoną duszę. po całym wachlarzu emocji pozostał już we mnie tylko taki zwykły, ludzki smutek.

wczoraj był dzień miłych zaskoczeń. w śmiesznej cenie kupiłam buty, na które czaiłam się całe lato. poszłam w końcu do lekarza z nogą i trafiłam na bardzo fajną lekarkę. u fryzjera w ramach "usługi" dostałam cudny dwudziestominutowy masaż głowy i nowe włoski. tylko wieczór okazał się być mniej miły. ale kto wie, może miało tak być, żebym coś zobaczyła, zanim będzie za późno... tylko boli, zawsze boli najbardziej, kiedy ból zadaje osoba, której zaufaliśmy...

a żeby było śmiesznie dziś nadziałam się na pana, który na środku chodnika, tuż obok torów tramwajowych robił sobie dobrze... jak dotarło do mnie, co widzę, moje nogi natentychmiast zrobiły w tył zwrot, nawet nie pytając mnie o zdanie. ciekawe, czy doszedł? :)

znów mi coś w mieszkaniu puka. już się chyba nawet nie boję. dziś jest mi wszystko jedno. jestem cieniem.

wtorek, 4 sierpnia 2009

dziki lokator?



coś dziwnego dzieje się w tym mieszkaniu. już od jakiegoś czasu. było kilka takich sytuacji, kiedy miałam ciarki na plecach. raz wróciliśmy z jakiegoś wypadu i zastaliśmy w pokoju zapalone światło. byłam święcie przekonana, że je wyłączałam. innym razem bardzo wczesnym rankiem suszyłam włosy w łazience. przewód był mocno wetknięty w gniazdko i nagle po prostu z niego wyskoczył, tak jakby ktoś pociągnął za kabel. myślałam, że zejdę na serce. cały poprzedni weekend ktoś spędził ze mną, mimo że byłam w mieszkaniu sama. nieustannie miałam wrażenie, że ktoś jest obok, chodzi po pokojach, czułam czyjąś cichą obecność. dziś w nocy obudził mnie stuk, jakby coś spadło. rano znalazłam na stoliku książkę, która wcześniej znajdowała się na półce powyżej. M., jak to mężczyzna, racjonalizuje te wszystkie sytuacje. światła na pewno nie wyłączyłam, bo mam posuniętą sklerozę, kabel od suszarki wypadł, bo był nie do końca włożony i pod wpływem ciepła coś tam zaskoczyło, a że w nocy coś spadło, to nam się wydawało...ja jednak nie jestem do końca przekonana. może faktycznie nadinterpretuję te oznaki czyjejś obecności, a moja romantyczna natura każe mi wierzyć w siły nadprzyrodzone? wyobraźnia rusza szalonym galopem, układa historię o człowieku niegdyś zamordowanym na terenie byłych ogródków działkowych, które potem przekształciły się w osiedle mieszkalne. tajemnica jego śmierci nie została wyjaśniona , a on szuka sprawiedliwości i spokoju... ech :)



to mieszka z nami ktoś jeszcze czy nie? margo, może ty wyczułaś tu jakąś obcą energię? :)