dubrovnik. mury miasta. powolna wspinaczka. walka z lękiem przestrzeni i wysokości. nogi z waty. wewnętrzny monolog: no wleziesz przecież, nic ci nie będzie, nie patrz w dól. patrz przed siebie. czerwień dachówek. panorama starej części miasta. w dole fontanna onufrego, pod którą siedzi uroczy dziadek rzępolący ciągle tę samą melodię na trudno-powiedzieć- czym, przytupujący w deskę do taktu. adriatyk zaciekle rozbijający się o skały. w tle wyspa locrum. koty, mnóstwo kotów. spokój. i okna. okna, które uwielbiam. okna, w które mogę się bezkarnie wgapiać. jestem na wysokości domostw, niektóre z nich dzieli ode mnie tylko parę metrów. podglądam. podziwiam. patrzę. zaglądam. eksploruję. ciekawość to, czy zaciekawienie? nic nie poradzę, nie chcę poradzić. kocham zaglądać ludziom w okna. wynajdować dziwactwa i obserwować zwyczajność. łapać ich życie, przystanąć na chwilę i oddychać kurzem z ich przestrzeni. przez chwilę stać się kimś innym...
okna
zwyczajne
dziwaczne
zatrzymane w czasie
opowiadające swoją historię
rozbrajająco urokliwe
skrywające tajemnicę
oswojone
codzienne
magnetyczne