czwartek, 25 lutego 2010
fotosynteza
tasuję karty swojego życia. rozkładam przed sobą dni sprzed siedmiu lat. wszystko wraca. białe ściany i labirynty szpitalnych korytarzy. onkologia. znów siedzę na podłodze i czekam, aż Mama wyjdzie z gabinetu. ze swojej perspektywy widzę tylko ludzkie buty. to dobrze, bo nie chcę patrzeć na ich smutne twarze.
znów widzę moją Mundi, wychudzoną i bez włosów. pociesza mnie, że z Mamą będzie dobrze, wydaje się, że w to wierzy, choć nie wie jeszcze, że Jej samej zostały tylko dwa tygodnie...
muszę pozwolić łzom płynąć. od czasu do czasu muszę. to zawsze będzie we mnie siedzieć. dziś wylazło na wierzch. muszę dać się temu wykrzyczeć. żeby potem choć na chwilę umilkło.
wpisałam się w kwadrat teraźniejszości. samotność mnie przeżuła i wypluła. poleżę sobie zgnieciona w kącie. może mnie tam kiedyś ktoś znajdzie. może promienie jutrzejszego słońca dosięgną ostatnich żywych komórek. może zajdzie proces fotosyntezy i jeszcze raz głęboko nabiorę w płuca świeżego powietrza. może.
kupa mięsa
nie umiem wyrzucić z siebie tej myśli. jesteśmy więźniami swych niedoskonałych ciał. wczorajszej nocy obudziłam się przerażona, bo zdrętwiała mi ręka. nie umiałam ruszyć palcami. miałam wrażenie, że trzymam w drugiej dłoni martwy, gumowy kikut. w głowie moje palce zginały się i prostowały, w rzeczywistości były martwe. po chwili czucie wróciło, ale przerażenie pozostało.
możemy robić, co chcemy. możemy tworzyć, pozostawić po sobie niezrównane dzieła. możemy kochać i płakać, śmiać się i tańczyć. możemy przeżywać wzniosłe momenty. ale wszystko ma swój kres.
człowiek jest więźniem swego ciała.
człowiek to tylko kupa mięsa...
możemy robić, co chcemy. możemy tworzyć, pozostawić po sobie niezrównane dzieła. możemy kochać i płakać, śmiać się i tańczyć. możemy przeżywać wzniosłe momenty. ale wszystko ma swój kres.
człowiek jest więźniem swego ciała.
człowiek to tylko kupa mięsa...
czwartek, 4 lutego 2010
na poprawę...
jeśli ktoś potrzebuje, a jak nie to i tak zapewniam, że zawsze działa. przynajmniej na mnie. za każdym razem, kiedy to widzę, moja gęba rozszerza się w uśmiechu.
miejsce akcji: festiwal w sopocie. czas akcji: rok 1989.
bardzo proszę zwrócić uwagę:
primo: na fryzury i ubiór osób uczestniczących
secundo: na układy choreograficzne, przede wszystkim ten gwiazdy, który rozwija się mniej więcej w jednej drugiej występu
tetrio: na ogólny klimat i komunikaty typu: FSO cars from poland
cudowne:) chciałabym choć na chwilę przenieść się w czasie i wskoczyć z nimi na tę scenę... ech :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
