czwartek, 30 czerwca 2011
anatom przedstawia
wracałam z delegacji. za oknem przewalało się coś szalonego, podobnego z lekka do tornada. położyłam się na ławce w pociągu i z lubością obserwowałam to, co uwielbiam: tańczące na wysokości wzroku druty. postanowiłam je uwiecznić, ale niestety sprzęt zakończył swoją doraźną żywotność i się wyłączył. coś jednak udało się zarejestrować. reszta to czysta abstrakcja. fajnie jest tworzyć coś razem :)
ps. a zaraz po tym, jak wysiadł sprzęt, dosiadł się do mnie niejaki Jarosław z Wilna, masażysta, który koniecznie chciał złożyć swe ręce, które leczą w różnych rejonach mojego ciała celem jego relaksacji. następnie wymyślił sobie, że będę jego przewodnikiem po poznaniu, z racji tego, że ma parę godzin do przesiadki na następny pociąg. potem usilnie acz bezskutecznie częstował mnie na wpół rozpuszczonymi czekoladkami (z nadzieniem alkoholowo-wiśniowym). nie pobiłam go tylko dlatego, że mamusia mnie zbyt dobrze wychowała. natomiast gdyby wzrok mógł zabijać Jarosław już dawno leżałby martwy.
...a spojrzenie musiałam mieć srogie, sądząc po popłochu na twarzy Tego, Który Czekał. na jego widok przeszło mi natentychmiast, a różowy gerber nieśmiało trzymany przezeń w dłoni całkowicie mnie spacyfikował.
środa, 29 czerwca 2011
chmiel & magnolia
siedzę w wannie i sączę piwo. spieniony płyn spływa mi po brodzie, szyi i piersiach aż do pępka. pławię się w nim. rozleniwione zmysły bezwolnie wyłapują zapach magnolii. łydki obmywa ciepła woda. kontempluję plamkę pieprzyka nad kolanem.
z zamyślenia wyrywa mnie widok drugiego szkła z piwem. poziom wody w wannie nieznacznie się podnosi i robi się ciaśniej. czuję znajomą miękkość pośladków pod stopami. delikatne palce gładzą moje plecy. ogarnia mnie błogość.
zaczynam zmieniać się w modliszkę, jednak tym, co mam ochotę odgryźć, bynajmniej nie jest głowa…
cała zanurzam się w wodzie. postanawiam pomalować paznokcie.
może na czerwono…?
sobota, 18 czerwca 2011
była sobie żaba...
żaba wędrowniczka. nabyta drogą kupna zamieszkała z nami. początkowo przyozdabiała malutką metalową doniczkę z papryczkami chilli, ale ta została zamieniona na większą, ceramiczną i żaba nie miała jak się jej złapać. sekretem żaby jest bowiem to, że utrzymuje się jedynie w miejscach, które zdołają przyciągnąć do siebie jej magnetyczny brzuszek :)
żaba zamieszkała zatem w łazience. ilekroć do niej zaglądałam, znajdowała się w innym miejscu niż to, w którym ją ostatnio umieściłam. i tak oto z szafki nad zlewem przeskakiwała kolejno na rury ogrzewające łazienkę, framugę od drzwi, lampę nad kibelkiem, pralkę, a ostatnio w akcie desperacji osunęła się była na nogę od wanny, jako że było to ostatnie miejsce lubiące jej brzuch.
dziś znalazłam ją na lodówce. lodówka nie stoi w łazience. żaba wędrowniczka z powodu braku metalowych przedmiotów, których mogłaby się złapać, wyniosła się do kuchni. pomogłam jej się przemieścić dalej. jutro pewnie pomacha mi łapką z innej lokalizacji. taka to już z niej żaba :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)