środa, 27 października 2010
symbole taplają się w mojej głowie...
były psy. cztery, jeden dorosły owczarek niemiecki i trzy szczeniaki, jakby labradory. szczerzą kły.
potem szczury. kąsają.
razem z nimi koty. drapią.
potem widzę swoje dłonie. poobrywane skórki przy paznokciach. obrywam je często w życiu realnym i rozrzucam swoje dna. nigdy jednak nie doprowadzam ich do takiego stanu, jak dzisiejszej nocy.
no i jeszcze reminiscencje czerwcowe. pierdolę to. jak tak dalej pójdzie, to zostaną dwa kontury zwłok narysowane kredą na ziemi...
wtorek, 26 października 2010
noc
... kolejna długa noc. rozstrzęsiona i bezradna. być poharatanym to nic w porównaniu do patrzenia, jak cierpi ktoś inny. boli podwójnie, potrójnie. bardzo chcę pomóc. nie wiem jak.
byt przesypuje się między palcami. nie mogę go już skleić. chcę nadać mu kształt, aby w tych ramach może już ktoś inny wypełnił go treścią. nie wiem tylko, czy umiejętnie to robię. malując na szkle reliefem zaznaczałam kształty, które potem wypełniałam farbą. to było twórcze. nie chciałabym tego spieprzyć i zamiast witraża otrzymać kontur zwłok na ziemi...
człowiek bierze odpowiedzialność za to, co oswoi.
ja już chyba pozostanę dzika.
środa, 20 października 2010
nie stawiać obuwia i bagażu na grzejnikach
patrzę na druty telegraficzne tańczące na różnych poziomach. zawsze lubilam je obserwować z pozycji leżącej jadąc pociągiem. jak zwykle pod prąd, przeciwnie do kierunku zwiedzania...
zamienione w kostki lodu w ostatnim czasie emocje wlaśnie się rozmroziły. sięgam do torby po chusteczkę, żeby wytrzeć nią mokrą podłogę. każde wyjście jest wejściem gdzieś indziej. ja chciałabym wyjść poza siebie i wypełnić na nowo tę pustą kukłę, którą się stałam.
ostrzeżenie na ścianach wagonu kolejowego nijak ma się do rzeczywistości. kiedyś nie zastosowalam się do niego i na grzejniku stopiłam sobie fragment gumowej podeszwy buta. teraz mi to raczej nie grozi. kaloryfery są zimne a z nieszczelnego okna powiało chłodem.
sobota, 16 października 2010
pstryk
tracę panowanie nad swoim życiem. oglądam je przez szybę, walę w nią pięściami i nie mogę stłuc szkła. bo to, co widzę mi nie wystarcza i chcę to zmienić, ale nie wiem, jak to zrobić nie krzywdząc przy tym nikogo.
mam wrażenie, że stoję sama na środku pustyni. jest noc. ciemność. cisza. nagle zrywa się wiatr i sypie piaskiem w oczy, przykleja włosy do twarzy. nic nie widzę. mam ochotę dać się mu porwać. zniknąć gdzieś raz na zawsze.
mam wrażenie, że stoję sama na środku pustyni. jest noc. ciemność. cisza. nagle zrywa się wiatr i sypie piaskiem w oczy, przykleja włosy do twarzy. nic nie widzę. mam ochotę dać się mu porwać. zniknąć gdzieś raz na zawsze.
sobota, 9 października 2010
wtorek, 5 października 2010
...?
mam kilka dyżurnych snów. właściwie nie tyle snów, bo to nie tak, że śni mi się zawsze dokładnie to samo. to raczej motywy przewodnie. schody, windy, kibel i ... soczewki. tak, tak! jestem szczęśliwym użytkownikiem tychże i na co dzień nie mam żadnego problemu z umieszczeniem ich w odpowiednim miejscu ;) "mój pierwszy raz" był nieco bardziej bolesny, ale warto było... o tym może jednak przy innej okazji ;)
motyw soczewek pojawia się zawsze w okolicznościach ich umieszczania. a one rosną. im bardziej staram się rozwikłać zagadkę, która strona prawa, a która lewa, tym gorzej mi to wychodzi, bo rosną. powiększają się, stają się wielkości całej mojej skromnej osoby, a nie tylko oka do niej należącego. ROSSSNĄ...
a ja za cholerę nie jestem w stanie ich włożyć do oczu.
dziś też tak było. jakoś nad ranem.
czy moja podświadomość chce mi przekazać, że pewne rzeczy nie mieszczą się w oku, a inne w głowie?
mam znów to wstrętne telepanie serca, kiedy się budzę. nienawidzę się tak czuć.
moje życie. wisi. nie wiem nic.
jestem drobiną w kosmosie, a wydaje mi się, że to moje problemy są najważniejsze. to dlatego, że od siebie nie jestem w stanie się uwolnić. życie może być tak piękne, tak pełne.
a może stać się wegetacją.
albo nie kończącą się samotnością...
bardzo się tego boję. choć tak naprawdę samotność połączona z byciem samym jest mniej smutna niż ta, która pojawia się mimo czyjejś obecności...
kurwa.
a gdzieś tam jest zaczarowany ogród, którego bram nie umiem sforsować...
kolejny motyw przewodni moich snów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

