głupia jestem i się zamartwiam. a mi nie wolno. miesiąc mam czekać, żeby się dowiedzieć, co dalej. przecież się wykończę. w ramach rozrywki po nocy spędzonej w pracy przespałam 4 godziny i dokończyłam myć okna. na te umyte wczoraj zdążyło już narobić jakieś ptaszysko. pod oknem koszą trawę - i tak nie pośpię. zresztą skołatane nerwy na to nie pozwolą. coby wprowadzić się w lepszy nastrój, zapodałam sobie muzykę z ukochanego filmu Dirty Dancing. pomogła. na chwilę. bo żeby zrobić sobie odpoczynek, obejrzałam scenę finałowego tańca. i on na nią tak patrzył. i ją pocałował. i podniósł do góry. i siedzę i sobie pochlipuję, bo to takie ładne było. a ja tu sama. do tej pory dziarsko się trzymałam. no ale ile można? czemu dawanie komuś wolności musi pobolewać? jeszcze muszę posprzątać łazienkę. i odkurzyć. i zmienić pościel. i... końca nie widać. a już znów głodna jestem. ile można ciągle żreć?! :) i mi z podwórka czymś pomidorowym zapachniało. a wcześniej miałam ochotę na mizerię. i już teraz nie wiem, czego mi się chce. cholera jasna, chyba się zaczyna. rzekomo najpiękniejszy etap w życiu kobiety :) aż się boję, co będzie dalej :)
środa, 10 lipca 2013
niedziela, 7 lipca 2013
miraż
wanna bez Ciebie jest zbyt duża. ciepła woda otula moją nagość, zmywa trudy dnia. kubek herbaty z cytryną przyjemnie ogrzewa dłonie. od brzegu wanny odbija się płomień świecy tworząc miraż. dwa sznury złotych świateł przywodzą na myśl port gdzieś na południu Europy. tętniące życiem miasto i jego rozmyta przez wodę, odwrócona kopia. wzrok grzęźnie w tym obrazie. rozpływa się moje jestestwo.
woda w wannie stygnie, herbata przestaje parować, a ja wciąż tam jestem. światła tańczą, wzbijając tumany złotego pyłu. jest tylko ta wizja i drżące w powietrzu dźwięki muzyki. wyciągam korek. spływam kanałami, faluję, wpadam w wir, który wyrzuca mnie w samym środku miejsca, które widziałam dotąd z oddali. ciepły wiatr bawi się moimi włosami. światła powoli gasną. zamykam oczy.
a gdzieś tam w głębi mnie pulsuje maleńkie serduszko. mój brzuch pęcznieje. dobranoc koniku morski. niech Ci się przyśni skąpany w świetle księżyca śródziemnomorski port. kiedyś Cię tam zabierzemy...
tajemnica
świat, w którym żyjemy, opiera się na dualizmie. w nieskończoność można mnożyć przeciwstawne sobie pary. ich części składowe są jak elementy układanki tworzące kompletny obraz. światło i mrok. kobieta i mężczyzna. życie i śmierć.
buddyści wierzą, że śmierć nie jest końcem. umieramy po to, aby odrodzić się na nowo. zanim jednak to nastąpi, przebywamy w stanie zawieszenia. bardo trwa siedem tygodni, a więc 49 dni. po tym czasie świadomość istoty, która ma się odrodzić jako człowiek, zagnieżdża się w łonie przyszłej matki.
czy przypadkiem jest to, że w tym samym czasie, w siódmym tygodniu ciąży, tworzą się zawiązki organów pozwalających określić płeć - najważniejszy czynnik różnicujący ludzkość? jednocześnie staje się widoczna szyszynka, która według Kartezjusza jest cielesną siedzibą duszy, pośrednikiem między tym, co namacalne, a tym, co nieuchwytne. ten maleńki gruczoł, zwany naszym "trzecim okiem", znajdujący się w mózgu, wytwarza substancję o potężnym działaniu psychodelicznym: DMT. paradoksalnie (jako, że występuje naturalnie w wielu organizmach roślinnych i zwierzęcych) jest ona wpisana w rejestr najbardziej nielegalnych substancji świata. dlaczego? dlatego, że poszerza świadomość, wprowadza w niezbadane stany duchowe, obdarowuje wiedzą, sięga do najskrytszych zakamarków umysłu. a to jest przecież z punktu widzenia tzw. "władz"zbyt niebezpieczne.
siódmy tydzień. tyle się teraz dzieje! zostałam sama i mam czas, żeby wsłuchać się w siebie. cisza i cykanie zegara. szalone ćmy obijające się o lampę.
czy faktycznie jestem sama...? chyba nie do końca, ponieważ już wiem, że noszę w sobie najważniejszą na świecie tajemnicę: tajemnicę życia...
Subskrybuj:
Posty (Atom)