piątek, 17 października 2014

to jest ten moment


czas połyka kolejne dni, a jeden od drugiego niewiele się różni. ciągle w biegu. zadania do wykonania przepychają się w kolejce. permanentny brak snu, zmęczenie, zniecierpliwienie, rozdrażnienie, czasem brak zrozumienia. bezwzględna codzienność.

 bardzo trudno znaleźć chwilę na relaks. na zadumę. na odpoczynek. na radość. codziennie staram się jednak zatrzymać w czasie to mgnienie... wciskam wtedy pauzę na taśmie życia i myślę sobie: "to jest ten moment".


 na przykład, kiedy na spacerze pcham wózek z Maluniem po względnie wygodnej drodze i uda mi się zagapić na drzewa. albo na kołującego nad nami kruka. słyszę, jak skrzydłami tnie powietrze i krzykiem zagłusza ciszę. albo jak w studnię zaglądam w wielką kałużę i z wody wyłaniają się odwrócone drzewa, niczym gigantyczne gałęzie kopru.


 rzadko mam czas tylko dla siebie. nawet spod prysznica wyrywa mnie często płacz, który trzeba ukoić. chciałam wrócić do malowania. nawet zaczęłam - lustro cierpliwie czeka, pokrywając się coraz grubszą warstwą kurzu. książkę wypożyczoną z biblioteki przedłużam już trzeci miesiąc. chce mi się krzyczeć, kiedy po czterdziestu minutach snu słyszę znajome westchnięcie i kwilenie. proces usypiania dziecka to moja trauma. czasem trwa i trzy godziny z małymi przerwami... są chwile, że po prostu zwyczajnie po ludzku jestem zmęczona.


... ale kiedy idąc lasem po tych nierównościach, krzaczorach i wertepach widzę, że w wózku otwierają się małe ślepia, a na mój widok na buźce pojawia się szeroki uśmiech, odsłaniając szparę między zębami, myślę sobie: "TO JEST TEN MOMENT"...

wtorek, 16 września 2014

synku mój...

... Stefulinku Bambulinku :) 

wiedziałam, że mimo swej ogólnej niechęci do dzieci, trafi mnie, jak pojawisz się TY, ale nie sądziłam, że może być aż tak intensywnie :) pięknie jest obserwować, jak zmienia i rozwija się taki mały człowiek. codziennie fundujesz nam wielką porcję wzruszeń i radości, z każdym dniem jesteś inny. nie ma już tego maleństwa, które wyszło z mojego brzucha, które wiecznie było do mnie przyssane, a kiedy nie było, to płakało. nie ma tego chłopczyka, który czasem puścił nam niepewny uśmiech, by za chwilę znów się zachmurzyć. mimo to Twój Tato mówi, że jesteśmy jak cebula, otuleni kolejnymi warstwami i że nawet jako dorośli ludzie mamy w sobie te wszystkie postacie, którymi wcześniej byliśmy...

co wiem o Tobie do tej pory? z pewnością nie jesteś niejadkiem :) uwielbiasz być podłączony pod Mamusię, którą ubezwłasnowolniłeś w drugiej dobie życia :)

Twoim pierwszym zębem była prawa dolna jedynka.

masz trudności z zasypianiem, lubisz być bujany, zasypiasz w wózku na największych wybojach lub przy matczynej piersi i w zasadzie nie ma innej opcji. no jes t- trampolina, ale to podchodzi pod bujanie.

na początku strasznie płakałeś przy kąpieli, teraz przyjmujesz ją z radością, chlapiesz girkami i robisz na podłodze powódź. dziś nawet przekręciłeś się w wanience na brzuszek. a ledwie się tam mieścisz :) wózek musieliśmy przerobić z gondoli na spacerówkę jak miałeś 5 miesięcy, bo zrobiło się za ciasno :) wszyscy się dziwią, że jesteś taki duuuży. teraz ważysz 10 kilo i powiem Ci, że to się czuje...

z wiecznie kiedyś zapłakanego dzidziusia zmieniłeś się w pogodnego chłopaczka. najkochańszy jesteś rano, kiedy wyspany i najedzony w piżamce przeciągasz się w naszym łóżku. my wygięci walczymy o każdą chwilę snu, ale Ty nie dajesz za wygraną. dziś na przykład klepałeś mnie po plecach, potem szczypałeś tymi swoimi łapkami z dołeczkami, a na końcu strzelałeś mi z ramiączek od stanika :) kiedy nas widzisz na twojej buźce od razu pojawia się uśmiech. czekasz na zaczepki, na myzianie, na wygłupy, czasem rechocząc już na zachętę. mimo zmęczenia i niewyspania, mimo czasem nieprzyzwoicie wczesnej pory uwielbiam te chwile.  kocham leżeć z Tobą twarzą w twarz i z bliska zaglądać Ci w oczy, robić z Tobą "noski eskimoski", głaskać Cię po coraz bardziej gęstych włoskach i całować wszystkie pulchności Twoje. wtulać się w pulaski, gilgotać Cię pod kolankami, masować Twoje milutkie stópki :) :) :) czysta rozkosz. uwielbiam też obserwować Cię, kiedy śpisz. wydymasz wtedy usteczka i zapada Ci się bródka. czasem się marszczysz, a kiedy indziej się uśmiechasz. czasem dobry humor włącza Ci się w środku nocy, co objawia się tym, że gadasz po swojemu albo wyśpiewujesz nam całe arie operowe :)

masz swój własny dowód osobisty. kolor oczu: szare (tak naprawdę taki kolor chyba nie został jeszcze nazwany, to coś między grafitem, brązem a zielenią), wzrost: 80 cm. podany tak trochę na wyrost. płeć mężczyzna. lat: zero :)

boisz się baniek mydlanych. chciałam Ci zrobić radochę, a okazało się, że na ich widok zaczynasz płakać. nic to, spróbujemy za jakiś czas.

lubisz komiksy. zwłaszcza Kajko i Kokosz Ci podchodzi. uwielbiasz obraz namalowany przez Tatę, który przedstawia "Rudą Dziewczynkę" (wyziera z niego pewne podobieństwo do Twojej Mamusi...), na którego widok żywo reagujesz. podobnie cieszy Cię mała mordka po drugiej stronie lustra. w ogóle zrobił się z Ciebie mały śmieszek, czasem wystarczy drobiazg, żebyś zaczął śmiać się do rozpuku, uruchamiając przy tym jakieś mechanizmy naśladujące wodę gotującą się w imbryku :) albo chichrasz się tak, że aż słychać wodogrzmoty Mickiewicza a na końcu dostajesz czkawki :)

jak miałeś cztery miesiące nauczyłeś się robić "E.T." z Mamusią, co polega na tym, że wyciągam do Ciebie swój palec wskazujący i mówię "E.T.", a Ty dotykasz go swoim paluszkiem wskazującym i wtedy słyszysz "go home"... :)

do piątego miesiąca życia żywiłeś się tylko mlekiem Matki swej. przez chwilę mieliśmy małą zawieruchę, ale przywróciliśmy laktację i jako orędowniczka naturalnego karmienia najadałam Cię: w trawie na łące, w lesie siedząc na pieńku, nad niejednym jeziorem, na plaży nad morzem, na pasażu centrum handlowego, w samochodzie, w urzędzie, w bibliotece, w Ikei (w dziale sypialnia), w ruinach zamku, który akurat zwiedzaliśmy... bo musisz wiedzieć, że jesteś małym podróżnikiem. byłeś już na Mazurach, nad morzem, w Wielkopolsce, w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, a nawet na Pustyni Błędowskiej ;)

a wracając do kwestii jedzenia, to jest to Twoja wielka namiętność :) teraz oprócz mleka dostajesz także obiadki i deserki. do tej pory ze zdecydowanym sprzeciwem spotkały się tylko ziemniaczki ze szpinakiem, co być może wynika z tego, że jesteś nieodrodnym wnukiem swojej Babci, która na widok-ba, nawet na samą myśl o szpinaku, dostaje palpitacji... najbardziej oczywiście wchodzą Ci deserki, lubisz gruszki, dziób otwierasz zanim jeszcze zdążę nabrać na łyżeczkę kolejną porcję... za to przestałeś umieć pić z butelki, gryziesz smoczek albo gadasz coś do niego. a dziś pierwszy raz jadłeś jogurt.

teraz rozwalasz się w naszym łóżku, za chwilę wyeksmitujemy Cię do Twojego łóżeczka, żebyś w środku nocy ponownie do nas powrócił. kiedy się budzisz Twój Tato, śpiący na wylocie, wstaje i mi Ciebie podaje do karmienia. rozespana przytulam Twoje ciepłe (a czasem zmarznięte, bo zawsze skopujesz kołderkę!!!) ciałko do siebie, próbuję ignorować zaciskające się na moim sutku zęby i tak już zostajemy do rana...

a jutro znów czeka nas dzień pełen atrakcji. śpij nasz Maluniu, niech Ci się przyśni coś miłego. 

kocham Cię niewymownie.


wtorek, 5 sierpnia 2014

taka sytuacja...





mam zaszczyt ogłosić, że 23.08.2014 w samo południe Ta Co Nigdy Nie Wyjdzie Za Mąż z Tym, Który Nigdy Się Nie Ożeni powiedzą sobie tak...


czwartek, 24 lipca 2014

niewiadoma



nagle świat się mieści w twoich oczach...


środa, 25 czerwca 2014

nie zapomnę


zwyczajny poranek. pobudka przed szóstą rano. ostatnie nadzieje na sen udaremnione przez głośne, radosne okrzyki. cóż robić- nieprzytomna zwlekam się z łóżka i idziemy z synem do ogrodu. tam zwykle siedzimy sobie na huśtawce i w ramach rozrywki śpiewam Małemu piosenki. on jeden potrafi docenić, czym jest sztuka wokalna w wykonaniu mamusi...

i tak przy tej okazji przypomniała mi się piosenka, którą śpiewali moi rodzice na wszelkich zlotach rodzinnych. przeniosłam się na chwilę w czasie. las. drewniana altanka w kształcie sześcianu, na środku stół, a wokół niego rada starszych zgromadzona w celu zakłócania ciszy nocnej. Tata z nieodłączną mandolą i Mama, z lubością zawsze śpiewająca drugim głosem. " w drogę z nami..."

zaśpiewałam Stefankowi. coś na chwilę stanęło mi w gardle. 

po śmierci Mamy bałam się, że Ją zapomnę, że nie będę pamiętać Jej śmiechu, głosu. usłyszałam Ją dziś znowu. te ich piosenki są jak linki podtrzymujące namiot, w którym skrywa się tamta mała dziewczynka, którą kiedyś byłam. a ona ma codzienny kontakt z Mamą. poza tym coraz częściej łapię się na tym, że powielam Mamine zapędy, zachowania, tendencje. oglądając ostatnio wywołane zdjęcia dziwię się swojej twarzy. w ostatnim czasie musiała się zmienić. zaczęłam się uśmiechać Jej uśmiechem. z tych fotografii patrzą na mnie Jej oczy.

nie wiem, czy powodem jest to, że zaczynam się starzeć, czy może to, że teraz sama jestem Mamą. przestałam się jednak bać. nie zapomnę. wystarczy, że spojrzę w lustro...

czwartek, 22 maja 2014

trzy miesiące razem




trzy miesiące nieprzespanych nocy. trzy miesiące brudnych pieluch. trzy miesiące baru mlecznego. trzy miesiące wypełnione skrajnymi emocjami. frustracja, bezradność, radość, szczęście, śmiech.

trzy miesiące razem :) kocham :*

poniedziałek, 12 maja 2014

odpowiadam


pytasz, jak się czuję. patrzę ci w oczy i wzdycham. zasypana lawiną rozkoszy nie umiem ubrać tego stanu w słowa. rozedrganie. lód i ogień w jednym. podrażnione zmysły. wydrążony owoc. 

zadowolona mruczę jak kotka. karmię się ciepłem twojego ciała. zasypiam w kąciku twoich ust.