coraz częściej warczę
coraz częściej szczerzę kły, niekoniecznie w uśmiechu
boję się że zacznę kąsać
boję się, że nadejdzie moment, że wypluję z siebie cały jad, opryskam nim kogoś przygodnego i w kaftaniku z przydługimi rękawami zostanę wywieziona na sygnale przez karetkę pogotowia
luty
niech się już skończy
nerwica ma osiąga kolosalne rozmiary, przestaję lubić swoje życie, przestaję lubić siebie, bo przestaję być sobą
szpital jeden, drugi
brak czasu
brak umiejętności wyłączenia myślenia o tym, czego jeszcze nie zdążyłam, o tym, co jeszcze muszę, a na co ciągle doba za krótka.
stres
zmęczenie
dygoty sercowe
w imię czego?
nienawidzę mojej pracy. męczę się i po całym dniu czuję się, jak bym wyszła z kamieniołomu.
mam pewien pomysł i zaczątki jego realizacji. czeka mnie długa droga, ale chcę spróbować.
muszę coś zrobić, bo szkoda by było... tak mi się przynajmniej wydaje...może komuś...może
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz