dzień pełen niespodzianek. i rozwiązanych zagadek.
poranny spacer z psem. nagle nad głową słyszę znajomy głos: "du-pa... du-du-pa..." mój gadający kruk powrócił :) potem wyjaśniła się moja wizja sprzed jakiegoś czasu. wracałam z pracy, późno już było i ciemno. idę i patrzę na chodnik, a tam gęsiego dostojnie kroczą trzy koty i dwa psy. wszystko czarne. dziś spotkałam właścicielkę owej menażerii. dwa koty zostały w domu. jeden z dwoma psami szły obok swojej pani. niesamowite zwierzaki. nasz domowy stwór zgłupiał. po raz kolejny okazuje się, że kot, który nie ucieka, nie jest żadną atrakcją. w pół roku po przeprowadzce odkryłam również, że mamy obok domu rzeźbę. jakoś jej wcześniej z niewiadomych przyczyn nie zarejestrowałam, mimo że przechodziłam obok dziesiątki razy... na temat moich interpretacji tejże profilaktycznie zamilknę, dodając jednakowoż, że pierwsze skojarzenie, jakie miałam, silnie było związane z niejaką restauracją znajdującą się tuż obok, która to w zawoalowany sposób głosi, że serwuje "smak coop", co czytane z angielskiego niekoniecznie musi zachęcać do konsumpcji... mimo to postanowiliśmy pójść tam kiedyś na deser, który koniecznie musi być kremem sułtańskim. niestety przesłuchałam dziś jedną z pracujących tam pań na okoliczność deserów i dowiedziałam się, że w menu mają tylko lodową ambrozję z owocami... nic to. może jednak zaryzykujemy :)
a potem pojechaliśmy na zakupy... celem nabycia drogą kupna baterii do prysznica i deski tak zwanej klozetowej. w dziale z klapami trwała inwentaryzacja. deski więc nie kupiliśmy. wróciliśmy za to do domu z innym, nie planowanym nabytkiem. samochód ledwo się domknął.
nabytek nazywa się solsta i stoi w pokoju grozy przechrzczonym ostatnio na gabinet luster. nabytek jest prosty, przyjemny dla oka i wcale nie taki duży, jak nam się wydawało. przede wszystkim jednak nabytek stał się siłą napędową do zrobienia w tym strasznym pomieszczeniu porządku i z przyjemnością muszę stwierdzić, że jest to możliwe. teraz następnym krokiem będzie zdobycie klucza od piwnicy. umieram z ciekawości, co tam znajdziemy. oprócz sztucznej nogi :)
a na obiad była pieczarkowa wspomagana grzybami z borów tucholskich oraz pieczony schab. a to wszystko ku pamięci. bo moim noworocznym postanowieniem było zapisywanie, choćby hasłami tego, co się aktualnie dzieje. osiem dni sobie już poszło. ale ten dziewiąty może zapamiętamy na dłużej :)
ps. a teraz melisa. i spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz