poniedziałek, 23 kwietnia 2012

remont



to wszystko przez pogodę. plan na weekend był taki, że jedziemy się powłóczyć po toruniu. jednak jako że padało, a my mieliśmy dzielić los ludzi bezdomnych, stwierdziliśmy, że jeśli jedynym naszym schronieniem mają być knajpy, to wolimy, miast popadać w alkoholizm i trwonić pieniądze, zostać w domu.

wstawiłam na gaz jajeczka, coby je spożyć na śniadanie. góra brudnych naczyń piętrzyła się nieubłaganie.  musiałam je umyć, aby w ogóle mieć się gdzie ruszyć i mieć miejsce, by zrobić kanapki. jeden bałagan nie został jeszcze uprzątnięty, kiedy oczom mym przerażonym ukazał się widok zgoła apokaliptyczny. półka z książkami została zdemontowana, jej zawartość wysypana, meble nagle wylądowały na środku pokoju, wokół nich panoszyły się zewsząd przyniesione kwiaty, tworząc istną dżunglę. zostałam oto postawiona przed faktem dokonanym, że odświeżymy jedną ścianę. to moment, nie potrwa długo, takie tam nic... ze stanu lekkiego poirytowania wpadłam w lekką furiację (że tak pozwolę sobie zacytować pewną postać...), której owocem było stłuczenie talerza oraz szklanki za jednym zamachem przy tym cholernym myciu naczyń. nie nadążałam z niczym. jajeczka w międzyczasie ugotowały się na bardzo twardo. kanapki spożyliśmy w oku cyklonu. 

nie od dziś wiadomo, że jak człowiek głodny to zły. po konsumpcji śniadania przeszły mi nerwy i stwierdziłam, że pomysł z remontem nie jest nawet taki głupi. a poza tym, jak szaleć, to szaleć.  zmieńmy coś! pomalujmy zatem również drugą ścianę! na czerwono! a co! idea ta zmusiła nas do eskapady w celu nabycia potrzebnych materiałów. czas płynął... 

w tak zwanym międzyczasie urodziła nam się kolejna świetna myśl, że przecież drugi pokój ma taki brzydki kolor ściany będący nieudolną próbą zamaskowania tzw. "zieleni a'la spółdzielnia mieszkaniowa" (efekt remontu sprzed roku) i że należy ją również pierdyknąć na czerwono. w drugim pokoju leżała już sterta rzeczy przeniesionych z rozgrzebanego pokoju pierwszego, ale mało nam było atrakcji, więc dorzuciliśmy kolejną cegiełkę do ogólnie panującego chaosu. aby pomalować ścianę należało odsunąć od niej szafę. szafa zaczęła się niebezpiecznie chwiać w posadach, po czym okazało się, że poczyna się delikatnie mówiąc rozpadać...

remont nasz spontaniczny przerósł nasze oczekiwania. uporaliśmy się z nim w ciągu jednego dnia. wszystko ładnie posprzątaliśmy. sprzęty wróciły na swoje pierwotne miejsce. wizualnie pokój trochę się zmniejszył, ale za to mamy piękną, nową, czerwoną ścianę.

a raczej mieliśmy... do wczoraj, kiedy to stwierdziliśmy, że przydałoby się powiesić na niej półkę na książki. w ruch poszła wiertarka udarowa. i co? i okazało się, że najprawdopodobniej akurat w miejscu, które sobie wycyrklowaliśmy,w ścianie ukryty jest metalowy pręt, przez który wiertło nijak nie może się przebić. w ten oto sposób zamiast półki na książki w naszej pięknej, nowej, czerwonej ścianie mamy teraz dwie równie fantastyczne dziury, z których zwłaszcza jedna zasługuje na uwagę i której prezentacji nie mogę sobie odmówić poniżej...





1 komentarz:

tom pisze...

oj tam, warto było. dziure sie zaszpachluje, zamaluje, może na inny kolor;)