hoho
kliknęłam na ołówek, "utwórz nowego posta". nowego posta czy nowy post? zawsze mi się to pierniczy. kogo, czego z kogo, co? dopełniacz z biernikiem. nieważne. i tak nowy post nie będzie miał żadnego sensu.
i tylko o tym mogę pisać. o takich pierdołach. i aż się ze mnie wylewa, żeby tu nasmarować. i jednocześnie trzymam w ryzach całą swoją wydumaną rzeczywistość. jestem jak ten sernik, co mi kiedyś nie wyszedł, z wierzchu przypalony, z twardą otoczką trzymającą niedopieczone, lejące się w środku ciasto.
bo są chwile, kiedy chce mi się wyć. jak wtedy, kiedy dostałam telefon od siostry.
czwartego grudnia.
rano jeszcze z Nią rozmawiałam. "Taka jestem słaba". to były ostatnie słowa Mamy skierowane do mnie. nasza ostatnia rozmowa. gdybym wiedziała... powiedziałabym Jej coś zupełnie innego. nie zdążyłam.
a teraz znów ktoś odkręcił ten cholerny kranik ze słoną wodą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz