"wszystko zniknie... " - to podobno moje senne majaki. coś jest na rzeczy. jestem chyba na etapie mocnego odczuwania przemijalności. kruchości. śmiertelności naszej.
noc była niespokojna. ciekawski księżyc po spełnieniu zaglądał do okien. świecił w oczy jak nocny reflektor. próbował oświetlić mroczne zakamarki, do których wczoraj nieopatrznie zajrzałam. czułam się jak na przesłuchaniu.
a rano niepokój i lęki. szósta trzydzieści, ciemna noc i perspektywa wyjścia na mróz. robię makijaż. pokrywam twarz fluidem i przyprószam pudrem. nie zmienia to faktu, że z lustra patrzy na mnie trup. dokładnie widzę zarys oczodołów i cieni pod oczami. w każdej chwili umieram. z każdą sekundą jestem coraz bliżej śmierci. chcę wierzyć, że to nie koniec, ale ta cisza po odejściu Mamy mnie wykańcza. był człowiek. nie ma człowieka.
w domu wszędzie Jej pełno. nie mogę tam przebywać, bo się duszę. Jej włosy w szczotce, Jej zegarek, leki, ubrania... kolekcja porcelanowych słoni. wszystkie robótki, w których zaklęty został Jej talent. muszelka, którą przywiozłam Jej z Chorwacji będzie z Nią już na zawsze. wszędzie ją ze sobą zabierała, do każdego szpitala. kiedy jechaliśmy na kolejną wizytę, w samochodzie zaparowały okna. Mama narysowała palcem motyla. bałam się momentu, kiedy na szybie znów pojawi się para - czy Jej rysunek będzie jeszcze widoczny? najgorszy jednak był chyba ten przezroczysty worek, złożony przez pracowników zakładu pogrzebowego w nogach trumny. worek z Jej koszulą nocną i jaśkiem, na którym ostatni raz trzymała głowę worek zawinięty na supeł. teraz od razu staje mi przed oczami, kiedy wiążę coś na supeł- foliową torebkę z bułką, śmieci, cokolwiek. i jeszcze potwierdzenie danych z aktu zgonu. wszystko się zgadzało. wszystko się zgadzało!!!
boję się, że zapomnę Jej głos, Jej śmiech. boję się, że to nigdy nie przestanie boleć. boję się o Tatę. ciągle się czegoś boję. ciągle o wszystko i wszystkich się martwię. muszę te emocje ubrać w słowa. może to będzie jakiś malutki rodzaj terapii.
ciężko jest pisać, jak kapie z nosa, a palce nie do końca trafiają we właściwe znaki na klawiaturze, bo oczy nic nie widzą.
"wszystko zniknie..." po cichu liczyłam na ten koniec świata. w dniu Jej urodzin...
* obrazek w nagłówku: http://tom-cojawidze.blogspot.com/2011/09/memento.html

2 komentarze:
przemijanie...
najtrudniej jest w okolicznościach śmierci bliskiej osoby, zawsze w takiej chwili w głowie budzą się demony, dla których irracjonalny strach jest pożywką...
3maj się Kamyku,
i nie bój się nie zapomnisz Mamy. Jej cząstka na zawsze pozostanie w Tobie.
śmierć bliskiej osoby jest jak zderzenie się ze ścianą. zostaje guz i zaczyna się całkiem inne życie...
ktoś, kto się zderzył ze śmiercią nigdy tego nie zapomni.
Prześlij komentarz