poniedziałek, 16 lutego 2015
zaczynam przestawać
moje ciało się napręża, czuję jak napięty jest każdy jego nerw.
stres spętał je cienkimi nitkami jak baleron.
jestem małą, przerażoną dziewczynką, zaglądającą do ciemnej studni, w której pochowały się wszystkie lęki.
zimno mi.
na niczym spełzły naiwne próby połatania mojego małego świata, który gdzieś zaczął się pruć. wychodzi na to, że sama ciągnę za tę nitkę. pewnie ją przydepnęłam, niezdara ze mnie.
dziczeję. nie umiem się komunikować. niedługo zacznę się jąkać.
chyba za bardzo mi zależy. nie da się zrobić niczego na siłę. nie da się wytłumaczyć czegoś, co nie jest racjonalne. nie da się zmusić do słuchania kogoś, kto zasłania uszy. nie da się dalej iść prosto na rozdrożu.
zaczynam przestawać. wypuściłam z ręki kłębek, z którego miałam dalej tkać swój mały świat. on się toczy, pozostawiając za sobą tylko ślad cienkiej nici.
kończę się, zupełnie jak on.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz