poniedziałek, 22 lutego 2016

kalejdoskop


kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam bawić się kalejdoskopem. pamiętam, że miałam taki, w którym były połówki guzików, plastikowe patyczki i różnokolorowe szkiełka. mogłam godzinami patrzeć na obrazki, jakie tworzyły te proste elementy, każdy inny i niepowtarzalny, dziesiątki kombinacji.

dziś patrzę wstecz i też mam wrażenie, jakbym odwracała kalejdoskop, z tą tylko różnicą, że zamiast barwnych cząstek układanki, przed moimi oczami wyświetlają się obrazy z niedalekiej przeszłości. 

po raz pierwszy Cię przytulam, słyszę Twój płacz, nieporadnie przystawiam Cię do piersi. głaszczę Twoje włoski, oglądam małe paluszki, całuję cudne stópki. początki w domu, pierwsza nieprzespana noc, kiedy razem z Twoim Tatą usiłujemy odgadnąć, czego Ci potrzeba, żeby ukoić Twój płacz. o 4 nad ranem zmieniamy kolejną pieluchę, a Twój Tata w roztargnieniu przykrywa się Twoim kocykiem, który sięga mu mniej więcej do pasa... ja niewyspana chodzę po kuchni z przyklejoną do tyłka wkładką laktacyjną... tudzież próbując Cię uśpić i ściemnić światło, wkładam do abażura lampki nocnej skarpetki, niemal powodując pożar... Twoje pierwsze nieśmiałe uśmiechy, gaworzenie. Święta wielkanocne, podczas których leżysz w stroju świętego Mikołaja, a Dziadek gra Ci na flecie. spacery do lasu, przedzieramy się wózkiem przez chaszcze, a Twoje wielkie oczy lustrują otoczenie. płacz oznaczający, że natychmiast musisz się do mnie przyssać. siedzimy na trawie, na polanie, a Ty z zadowoleniem pijesz mleko. jesteśmy na basenie i niespecjalnie zadowolony pozwalasz nam na te fanaberie, marząc o tym, żeby jak najszybciej wrócić do domu. ostatnia wizyta w szkole rodzenia, podczas której niezaprzeczalnie jesteś największą gwiazdą, powodując że na dzień dobry musimy skorzystać z przewijaka... pierwsza łyżeczka marchewki powitana pogardliwym prychaniem i płaczem. pierwszy ząbek. pierwszy głośny śmiech. pierwszy raz, kiedy na widok nieznajomego Ci jeszcze pana J. wtulasz się we mnie, szukając ratunku. jeszcze nie umiesz sam siedzieć, więc obłożony poduchami bujasz się w huśtawce. zasypiasz na trampolinie. traumatyczne kąpiele, które powoli zaczynają sprawiać Ci przyjemność. radość z nowego nabytku, jakim jest nocnik. Twoje głupawki i napady dobrego humoru. dobierasz się do moich wełen i plączesz wszystko przeokropnie. zaczynasz raczkować. zasypiasz na sankach. noce, podczas których budzisz się po 12 razy, traktując mamę jak smoczek. pierwsza noc, kiedy zostajesz sam z Tatą, żeby nie czuć mojego zapachu. próby powtarzania usłyszanych słów. wertujemy stosy książeczek, ucząc się świata w teorii. moja przedwczesna radość z tego, że w końcu mówisz "mamamamama", co okazuje się być "amamamamam", jako że jesteś wiecznie głodny :) mam przed oczami Twoje pierwsze samodzielne kroki i Twoją olbrzymią radość i zdziwienie, że tak potrafisz. wakacje w Chorwacji. długa podróż, którą mimo niedogodności tak dzielnie znosisz. jesteśmy w ogródku, a Ty co chwilę wyciągasz mnie na czerwone porzeczki, które sam obrywasz z krzaczka i jeszcze niedojrzałe, kwaśne jak pierun ładujesz do paszczy. jesteśmy nad morzem, a Ty próbujesz robić babki z piasku. jedziemy nad jezioro, w końcu dajesz się namówić na kąpiel w wodzie, a potem leżysz ze mną na kocyku i dajesz mi słodkie buziaczki. zaczynasz sam wołać, że chcesz "tron". zaczynasz nazywać po swojemu poszczególne rzeczy lub czynności. pomagasz nam ubierać choinkę. mówisz coraz więcej... mówisz całymi zdaniami, używając takich zwrotów jak: nawet, przecież, po prostu, w ogóle, chyba, na pewno... z każdym dniem coraz bardziej mnie zaskakujesz swoją mądrością. jesteś cudowny, najlepszy na świecie :) no i to wzruszenie, kiedy podchodzisz do mnie, odkrywasz mój nabrzmiały brzuch i przytulasz się do niego, albo go całujesz... już wiemy, że mały lokator, który go od jakiegoś czasu zamieszkuje, będzie naszą małą Basią :) 

ech Stefciu, mogłabym tak godzinami zaglądać w ten swój kalejdoskop pełen kolorowych obrazków. przez te dwa lata, kiedy jesteś z nami, sporo się ich nazbierało. oczywiście nie zawsze jest tak cukierkowo, dużo w nich też frustracji, lęku, nerwów, łez Twoich i moich... ale to wszystko nieważne, bo wiem, że jutro rano znów przytuptasz do naszego łóżka, usiądziesz między Tatą i mną i powiesz: "już jestem" :) i to właśnie jest najpiękniejsze: jesteś, jesteś z nami już dwa lata! wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Synku. to zaszczyt i wielkie szczęście być Twoją mamusią :*

Brak komentarzy: