sobota, 31 grudnia 2016

zachcianki ananki

jakby to miało jakieś znaczenie, ale jeszcze w starym roku, takie zachcianki drobne chciałam tu zamieścić...

żeby czasem zdążyć wypić ciepłą herbatę.
żeby czasem dać radę zrobić coś do końca, bez przerywania tej czynności kilkakrotnie, bo właśnie coś się wydarzyło...
żeby kiedyś jeszcze móc pogapić się bezczynnie w sufit. albo jeszcze lepiej w niebo. i żeby nikt nic ode mnie nie chciał. i żeby nikt do mnie nie gadał.
żeby móc się wysikać (już nie mówiąc o czym innym) w spokoju oraz bez asysty któregoś z członków rodziny.
żeby nie stresować się podczas pośpiesznego robienia niezbędnych zakupów.
żeby przespać całą noc, od początku do końca.
żeby przespać ją w objęciach męża, bez nocnych roszad i wymian dzieci między łóżkami.
żeby móc bezkarnie napić się grzanego wina tudzież zrelaksować się inaczej...
żeby po sytym niedzielnym obiedzie móc sobie poleżeć w łóżku i poleniuchować przy dźwiękach Sjesty i gadaniu Kydhyńskiego.
żeby czasem jakiś film obejrzeć... może nawet w kinie? to by było dopiero szaleństwo!

ależ się rozmarzyłam! nie, broń boże się nie skarżę, bo czymże bym była bez tej szarej codzienności? samotną, sfrustrowaną kobitą. tak tylko czasem mnie nachodzą takie kaprysy niewinne... tak na chwilę.

najlepszości w tym roku nowym.

Brak komentarzy: