wtorek, 9 czerwca 2015
chabry i maki
za chabry i maki. za wiatr we włosach. za kruka na niebie.
za polną ścieżkę i poczucie wolności.
za dumę z samej siebie...
dziękuję Ci :)
piątek, 27 marca 2015
"ze światła poczęte..."
jako mała dziewczynka jeździłam z rodzicami na każde wakacje do babci. kawał drogi, do pokonania pół kraju, przesiadka, czekanie na kolejny pociąg, najlepszy na świecie bigos zjedzony w dworcowej knajpie. potem lata studenckie i mały wypad do kuzynki. bo był zlot garbusów, na które wówczas chorowałam. włóczęga po knajpach, z których można było zabrać widokówki, film wyświetlany na kawałku prześcieradła i rosnące przy torach tramwajowych mirabelki, z których zrobiłyśmy kompot... sentymenty.
tak, takie mniej więcej powody mną kierowały, kiedy postanowiłam, że chcę zamieszkać właśnie TAM. okoliczności przeprowadzki trudne, łzy i wyrzuty sumienia. wiem jednak, że gdybym tego wtedy nie zrobiła, zwariowałbym. to więcej niż pewne.
tam uczyłam się na nowo uśmiechać. oddychać pełną piersią. kochać. ufać. tam dostałam po dupie. tam smakowałam dorosłego życia. tam znalazłam bratnie dusze, tam też wiele straciłam. zasypiałam przy stukocie kół tramwajowych, tam się gubiłam, by odnaleźć to, co niewidoczne dla wiecznie zabieganego tłumu. tam odkryłam wiele miejsc, które sobie na zawsze ukochałam. tam spotkałam Tego, na którego zawsze czekałam. tam powstało nowe życie, które nosiłam w sobie przez dziewięć miesięcy, a teraz codziennie pielęgnuję...
utkane z marzeń, spełnionych obietnic, niezrealizowanych nadziei, z szumu samochodów, z zimnego wiatru znad rzeki, z zapachu mięty, z przesyconych miłością kolorów, z wrażeń, z bezsenności, z łez, samotności, kurzu i lęków. "ze światła poczęte - moje miasto..." *
poniedziałek, 16 lutego 2015
zaczynam przestawać
moje ciało się napręża, czuję jak napięty jest każdy jego nerw.
stres spętał je cienkimi nitkami jak baleron.
jestem małą, przerażoną dziewczynką, zaglądającą do ciemnej studni, w której pochowały się wszystkie lęki.
zimno mi.
na niczym spełzły naiwne próby połatania mojego małego świata, który gdzieś zaczął się pruć. wychodzi na to, że sama ciągnę za tę nitkę. pewnie ją przydepnęłam, niezdara ze mnie.
dziczeję. nie umiem się komunikować. niedługo zacznę się jąkać.
chyba za bardzo mi zależy. nie da się zrobić niczego na siłę. nie da się wytłumaczyć czegoś, co nie jest racjonalne. nie da się zmusić do słuchania kogoś, kto zasłania uszy. nie da się dalej iść prosto na rozdrożu.
zaczynam przestawać. wypuściłam z ręki kłębek, z którego miałam dalej tkać swój mały świat. on się toczy, pozostawiając za sobą tylko ślad cienkiej nici.
kończę się, zupełnie jak on.
czwartek, 4 grudnia 2014
wtorek, 25 listopada 2014
czas
dni naszego życia skapują w dół kroplami, łącząc się w jedną całość. czas jest szemrzącym strumieniem, w którym kąpiemy swe śmiertelne ciała. dzisiaj jest jutrzejszym wczoraj.
piątek, 21 listopada 2014
wtorek, 4 listopada 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)









