
mieszkała ze mną jedną noc. nie wiem, skąd się wzięła, nagle późnym wieczorem zaczęła walić skrzydłami o ekran włączonego telewizora. przez chwilę myślałam nawet, że to jakiś interaktywny program... gdy usiłowałam ją przegonić, przywarła do sufitu, biedna, wystraszona ćma, nie rozumiała, że chcę jej pomóc się uwolnić.
fascynują mnie te stworzenia. ich życiem i śmiercią jest światło...ono je przywołuje, za nim na oślep dążą, w nim płoną i giną... moje skojarzenia z ćmą: kobieta, która nie może zaznać spokoju, która wie, że się sparzy, ale nie przestaje wkładać rąk do ognia... byłam kiedyś taką ćmą zatraconą w chorej miłości. nie liczyło się nic, tylko to, aby jeszcze choć przez chwilę zanurzyć się w cieple destrukcyjnego płomienia, a potem niech kończy się świat... drugie skojarzenie: femme fatale, znów kobieta, tym razem zimna, metaforycznie ukazująca skrawek swych ud, tylko po to, aby go potem szczelnie ukryć, kusząca, zwodząca i porzucająca swe naiwne ofiary... taką kobietą też zdarzało mi się bywać...
poczucie bezpieczeństwa. stabilizacja. zaufanie. wartości, które bardzo cenię. osiągnięte mozolnym trudem i walką z samą sobą. a jednak czasem odradza się we mnie kobieta-ćma, która pragnie zrobić coś zakazanego i jeszcze raz poparzyć sobie skrzydła, która chce się zatracić i oddać się szaleństwu swemu...
gdy dziś wróciłam z pracy, w dalszym ciągu się błąkała po pokoju. usiadła na parapecie, jakby zamyślona, oglądała świat przez szybę. otworzyłam jej okno. nawet się nie pożegnała. mieszkała ze mną jedną noc...
1 komentarz:
buntowniczo jestes nastawiona do zycia, z tego co widzę. ale to dobrze, przynajmniej masz swoje zdanie na kazdy temat. pozdrawiam i zaprasza do siebie :)
Prześlij komentarz