wtorek, 21 lipca 2009

noc zadumana


przewrotne to trochę...nie chciałam dziś się obudzić...coś zjawiskowego zrodziło się w mej głowie. pomijając okoliczności hmmm... środek dnia, spacer za rękę z...(?! moja podświadomość dała mi niespodziewany prezent), patrzę w niebo, zachmurzone ciemnieje nagle i wyłania się księżyc, krótki błysk, widzę dwa księżyce, jeden w pełni, drugi przecięty dokładnie w połowie, trącam mojego towarzysza w ramię, żeby spojrzał, ale przedstawienie się kończy, chmury zasnuwają niebo... a po chwili apogeum niesamowitości: chmury znów się rozdzierają, środek wypełnia czyste niebo i widzimy tysiące małych księżyców, idealnie okrągłych, które zdają się spływać z firmamentu, jak lustrzane zajączki przechodzą przez promienie słońca, ich tęczowe odbicia osnuwają nas i ściany kamienicy, przy której stoimy... ciężko zawrzeć w słowach to, co widziałam, ale było to iście bajkowe...

a dziś rano odpalam google i w logo wyszukiwarki widzę...księżyc :) którego dokładnie 40 lat temu po raz pierwszy dotknęła ludzka stopa... :)


a z wcześniejszej fazy snu pamiętam kolejną fiksację na tematy "kiblowo-sedesowe"... i to już nie było takie przyjemne. po którymś śnie myślałam, że szczytem mej nieuświadomionej obsesji była kombinacja sedesu z windą, ale rondelek z rączką pobił wszystko... kto zna temat, wie, o co chodzi. więc krzyczę: POMOCY!!! jakiś psychoanalityk by musiał się mną zająć, czy cóś...


spowita nocnym pyłem księżycowym wracam do rzeczywistości...

8 komentarzy:

Paweł Ordan pisze...

weź się w garść i napij się piwa. nic nie poprawia samopoczucia psyche tak, jak zimne emocjonalne wyrzygadanie się przy kufelku ;)

Margarithes pisze...

Piwo czasem zakłóca odbiór :)

Sny... ech, rondelek, hehe

ananke pisze...

śmiej się, śmiej, obsesyjnie starałam się pozbyć zawartości rondelka, ale potem stwierdziłam, że i tak już raczej nie będę w nim gotować... niech mnie ktoś wyleczy!!! :)

buzia

Małgorzata Południak pisze...

ale rozumiem Ciebie doskonale, miewam, różne dziwadła w snach, kiedy się budzę zastanawiam się, czy powinnam śmiać się, czy płakać.

zbiorowe leczenie? Myślisz, że terapia mogłaby nam pomóc?

buziaki

ananke pisze...

podobno działa w okolicy jakiś wybitny psychoanalityk, ale to on decyduje (po jednym spotkaniu gratis), czy ma ochotę pracować z daną osobą... mogę zdobyć jego namiary ;)

Małgorzata Południak pisze...

zedrze z nas kasę a nam się będzie śniła banda rondelków?

dzisiaj w nocy chyba nie zasnę

Margarithes pisze...

Aniu, buziaki imieninowe :)

ananke pisze...

dziękowam :)