czwartek, 19 sierpnia 2010

wernisaż...




gdzieś na usteckiej plaży porzuciłam swe trampiszony i zapomniałam o nich zaaferowana okolicznościami przyrody. po jakimś czasie mi się na nie spojrzało i wzruszyłam się rzewnie. bo takie kochane one :) mam jakieś takie podejście sentymentalne do niektórych swoich rzeczy.

kiedyś zrobiłam czystki w swojej garderobie i powyrzucałam ciuchy, w których już nie chodzę. poskładałam je, włożyłam  do toreb i wyniosłam na śmietnik. po jakimś czasie idę do sklepu, mijam śmietnik, patrzę a moje rzeczy elegancko porozwieszane na kontenerach... strasznie dziwne wrażenie. nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś sobie jeszcze skorzystał z tego, co mi nie potrzebne, ale taka wystawka mnie zamurowała. poczułam się, jakbym z boku patrzyła na jakiś wycinek swojego życia, jakby ktoś kawałek mnie wystawił na widok publiczny, jakbym była na wernisażu przedstawiającym fragment mojego świata. nie umiem tego wytłumaczyć, sama nie wiem, skąd się to wzięło. dziwne, dziwne uczucie.

Brak komentarzy: