czwartek, 10 października 2013

"muchomorowy bór"



ostatnimi czasy wydawało mi się, że zaczynam trochę dziczeć. powoli się chyba jednak oswajam z nową odsłoną życia. czas płynie wolniej, już dawno go tyle nie miałam. cudnie jest mieć pod nosem las, do którego w każdej chwili można wyruszyć. i morze godzinę drogi od domu. i psią gromadkę, która tylko czeka, żeby ją poduśdać. i starego kocura pławiącego się w swojej niezależności, co to zmrużonymi ślepiami obserwuje świat, a mimo to  czasem włazi na kolana i mruczy głośniej niż tygrys :) najlepsze jest jednak to, że w każdej chwili mogę się przytulić i chłonąć ciepło swojego mężczyzny. 



ostanie dni są bardzo słoneczne. jak co roku o tej porze Ruda rozgościła się już na dobre. w naszym lesie aż czerwono od muchomorów. wczoraj przypadkiem odkryliśmy, że to (jak się nam zdawało) nie jedyne grzyby rosnące w okolicy. 

długie wieczory znów spędzam pochylona nad szkłem, któremu dodaję barw i nowych znaczeń. zapomniałam już, ile daje mi to radości. poza tym w głowie pomysły na stworzenie fafołkowego świata. może z czasem...

codziennie obserwuję zmiany zachodzące w moim ciele. to się dzieje samo, poza czyjąkolwiek kontrolą i jest dla mnie jednocześnie zadziwiające i przerażające. są momenty, kiedy wydaje mi się, że czuję to nowe życie zamknięte w moim pęczniejącym brzuchu, ale jeszcze nie mam pewności.

słońce znów oblewa swym blaskiem okolicę. idę je powdychać, zanim zniknie na pół roku :)





Brak komentarzy: