wracam z pracy. jadę tramwajem. nóżki mnie bolą a siedzenie przyjemnie grzeje w dupkę. w uszach i mózgu novika szeptem opowiada o znaczeniu ciszy. a ja gapię się na stare kamienice. znów urzeczona ich zdobieniami, łukami, trójwymiarowością kształtów. kolejny raz zaglądam im w oczy, próbując dostrzec duszę domu. zwisające z sufitów żyrandole. ciepłe światło. gdzieś już stoi choinka. światełka. iskierki. mknę po szynach a moja głowa zostaje z tyłu.
udało mi się dziś coś poczuć. na małą chwilę coś we mnie zaskoczyło. nie wiem co. ale chyba jeszcze umiem czuć coś oprócz stresu. a przynajmniej bardzo bym chciała. bardzo bym chciała...
1 komentarz:
żeby Ci się ta iskierka w płomień szczęścia i spokoju zmieniła... buzi
Prześlij komentarz