jak dobrze jest mieć dokąd wyjechać, zaszyć się z daleka od świata, zapomnieć na chwilę o rzeczywistości, przenieść się w inny wymiar... gdzie czas płynie wolniej, w kominku trzaska drewno, jest błogie lenistwo i spokój. gdzie dookoła życzliwi ludzie, domowa atmosfera, śmiechy, śpiewy, wspomnienia... wspólne gotowanie i spożywanie owoców tegoż. magnetyczna wielka kanapa, na której można podrzemać pod kocykiem. sting sączący się w eterze, na stole ciacha z kremem a wokół przyjemne ciepło ognia.święta bez czerwonych dat w kalendarzu. celebrowanie każdego dnia w gronie przyjaciół. a za oknem mróz :) i kto nie chce, nie musi się na niego pchać. w ogóle nikt nic nie musi. taki weekend zdarza się raz na jakiś czas. ale za to ładuje akumulatory na długo. choć zderzenie z rzeczywistością było trochę bolesne, na samo wspomnienie usmiech wyłazi na gębę. i niech tam pozostanie jeszcze choć na trochę :)

2 komentarze:
Aż mi się cieplej zrobiło - wystarczyło poczytać... :)
Podobają mi się święta bez czerwonych dat w kalendarzu.
Prześlij komentarz