znów śpię. bo muszę, mój organizm bezczelnie się tego domaga. a podświadomość bezwzględnie sprzedaje mi obrazki, nad którymi się potem długo zastanawiam... tym razem mam na sobie długi, czarny płaszcz i telefonicznie umawiam się na spotkanie z nieżyjącą przyjaciółką. zamiast na nią natykam się na mojego trzynastoletniego chrześniaka, który jest w wysokiej ciąży... budzi mnie burza.
nie poszłam dziś do pracy. pół nocy nie spałam, gardło boli mnie jak nigdy przedtem. no, może raz było podobnie, wtedy, kiedy rodzice na siłę zaciągnęli mnie do laryngologa, a ten zajrzawszy mi przez nos, stwierdził, że mam czerwone migdałki :)
chciałabym coś stworzyć. płaską kartkę papieru zmienić w trójwymiarową rzeczywistość. chodzi to za mną, plącze się pod nogami. ale czuję się jak dziecko, które chce ulepić świat od nowa, a nie ma plasteliny. mam ogólny zarys, konwencję, ale nic ponad to. chcę ożywić fikcyjnych bohaterów, pokierować ich losami, pobawić się w siłę, która o nich decyduje. i nie umiem.
a tak poza tym bardzo chcę zrobić serię zdjęć strachom na wróble. podczas ostatnich spacerów po ogródkach działkowych nie natknęłam się na żadnego. czy ktoś jeszcze robi strachy a wróble?
2 komentarze:
a to musisz jakieś wsie odwiedzić...
nie zostawiaj pustej katrki, bo będzie Ci się śniła po nocach, zobaczysz ;-)
siądż i pisz nie zastanawiając się nad tym co z tego wyniknie.
Prześlij komentarz