wtorek, 14 września 2010

nieznośna lekkość bytu


jakiś czas temu powaliło mnie opowiadanie H. Murakamiego "przypadkowy podróżny". jest w nim poruszony temat PRZYPADKÓW. opisane są dwa z nich, które, jak pisze autor,  "okazały się drobnymi, całkiem błahymi zdarzeniami, niemającymi szczególnego wpływu na moje życie. prawdopodobnie niemającymi."

coś podobnego przydarzyło mi się wczoraj.

po pracy byłam umówiona w banku. jak to trzynastego, zepsuł się tramwaj. wysiadałam z niego i kawałek musiałam przejść pieszo. padał deszcz, trampki całe w błocie. pomyślałam sobie, że chociaż trochę je wyczyszczę, zanim wejdę do tak poważnej instytucji ;) wyjęłam z torby chusteczki i nie chcąc robić tego na środku ulicy, weszłam w pierwszą lepszą bramę. w podwórku zobaczyłam szyld księgarni arsenał. wszelkie księgarnie działają na mnie hipnotycznie, więc oczywiście tam wdepnęłam. pewnym krokiem przebyłam pół długości księgarni, po czym coś kazało mi się zatrzymać, odwróciłam głowę i mój wzrok spoczął dokładnie na tytule, na który już od jakiegoś czasu się czaiłam.

i dziś w tym oto, wyczytuję takie słowa: "ale czy wydarzenie nie jest tym bardziej znaczące i wyjątkowe, im więcej potrzeba było przypadków, aby mogło nastąpić? tylko przypadek może wyglądać jak wysłannik losu. to, co jest nieuchronne, czego się spodziewamy, co powtarza się codziennie, jest nieme. tylko przypadek do nas przemawia. staramy się czytać w nim, jak Cyganki odczytują przyszłość z fusów na dnie filiżanki (...) nie konieczność, a przypadek ma w sobie czar."

i tym sposobem, zgłębiam temat zdrady w wydaniu Milana Kundery...

Brak komentarzy: