czwartek, 23 września 2010
pierwszy dzień jesieni, ostatni dzień lata
siedzę na starym rynku pod pręgierzem i wystawiam ciało na ostatnie promienie słońca. jak kotka wygrzewam całe swoje zmęczenie. w uszach muzyka. nagle coś ją zakłóca. niechętnie otwieram oczy i wyjmuję z uszu słuchawki. przemawia do mnie długowłosy, lekko podpity facet. pyta, czy mam jakieś drobne, żeby mu dorzucić do piwa. chce wiedzieć, czego słucham, ile mam lat, co robię. czy mam jakiś plan i czy na kogoś czekam? bo każdy na kogoś czeka. ja nie. łapię po prostu słoneczną energię zanim zostanie zmieniona w sopel lodu. jest miły, ale nie mam ochoty z nim rozmawiać. chcę pobyć sama ze sobą. żegnam się i odchodzę.
czy naprawdę na nikogo nie czekam? czy podświadomie czekam na kogoś, kto nigdy się nie pojawi...?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz