sobota, 9 lipca 2011

:)

 co ja tu robię o prawie drugiej w nocy? słucham francuskiej piosenki (o żurze), drapię się po prawym łokciu, zastanawiam się, co tym razem zżera Sajmon i myślę o plackach ziemniaczanych. udało mi się jakimś cudem zdjąć z palca drewniany pierścionek. ewidentnie pachniał mi plackami. czem prędzej założyłam go z powrotem, co by nie został skonsumowany. niezdrowo bowiem (tak się mnie przynajmniej wydaje) jest pożerać drewno w środku nocy. być może, że bardziej cywilizowana pora bardziej służyłaby wyżej wspomnianemu procederowi.

o. jakaś muszka tu lata. albo łazi.w dół głównie podąża.

w zasadzie to ja jednakowoż może udam się na spoczynek. miałam jeszcze usmażyć kotlety, ale nie będę już zakłócać ciszy nocnej.

cieszę się, że to wino już się skończyło. idę do łóżka. i już na samą myśl o tym się uśmiecham.

dobrze jest być szczęśliwą :)

Brak komentarzy: