ponoć jestem zwierzątkiem, które ma w zwyczaju tworzenie tak zwanych "muld lumpowych". dowiedziałam się o tym przy okazji próby odnalezienia sweterka, którego to nigdzie namierzyć nie mogłam, a po przekopaniu zwały ciuchów na szafce, na kupie z praniem oraz na fotelu (czytaj najbardziej prawdopodobnych miejsc pobytu rzeczonego sweterka), wygłoszeniu monologu na temat ogólnie panującego bałaganu (którego sprawczynią jestem w pięćdziesięciu procentach, no może w trzydziestu trzech koma trzech , bo w końcu pies też robi swoje) oraz stworzeniu z mieszkania dzielnicy czerwonych latarni (z racji ilości zawezwanych kur...tyzan) okazało się, że sweterek najspokojniej na świecie leżał sobie w szafie, czyli tam, gdzie bym się go nigdy nie spodziewała...
osiem. taka ładna cyferka. oby położyła się na boczku i zmieniła w znak nieskończoności :) bo każdy dzień jest jak święto. wczorajszy był taki w szczególności, mimo że żadne z nas nie pamiętało, żeby go jakoś szczególnie uczcić. czciliśmy go po prostu. to się dzieje samo.
a propos rocznic wszelakich- minął rok od czasu, kiedy wszystko przestało być takie samo. a mianowicie odkąd poznałam Magdalenę :) w związku z tym uleciało z mej pamięci kilka sytuacji, w tym dzisiejsza...
porządkujemy okulary przeciwsłoneczne, nagle Magdalena mówi:
- o! mam takie okulary, tylko że czerwone. kupiłam we Włoszech u Murzyna. powiedział mi, że mam ładne buty, bo miałam takie białe i czyste, że się chyba rzucały w oczy. a Murzyn był ubrany na kolorowo i chciałam od niego kupić bębenek...
mój łokieć niefortunnie znalazł się na wysokości głowy Magdaleny:
- ty to byś czasem mogła trochę mięsa mieć na tym łokciu!
Magdalena uczyła się do sesji:
- siedziałam do rana i taka niewyspana jestem, a tu przecież trzeba iść do pracy i jakoś normalnie funkcjonować. i taka na mnie spłynęła refleksja: jak prostytutki sobie z tym radzą? no bo one przecież też po nocach nie śpią...
no i dziś:
- kurczaczki! gardło mnie boli, chyba będę musiała przestać mówić... o nie!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz