są takie miejsca, w których spotykają się kobiety. po wyjściu stamtąd same wybiorą kolor swoich lśniących syntetycznym blaskiem włosów, same zadecydują o ich długości i uczesaniu. ich piersi uwięzione w fiszbinach nowego biustonosza, mimo skrywanej tajemnicy będą wyglądać bardzo ponętnie. niektóre z nich wyjdą z czarnymi tatuażami, które jednak nie będą zdobiły ich ciał. te miejsca to nie salony piękności.
w tych miejscach czas płynie inaczej niż na zewnątrz, a słowa nabierają nowych znaczeń. chemia nie jest już jednym ze szkolnych przedmiotów, a radio nie kojarzy się z głosem ulubionego prezentera.
pobyt w tych miejscach nie należy do przyjemności. są odwiedzane tylko z konieczności.
znajdujące się tam kobiety mają dziwne oczy. patrząc w nie ma się wrażenie, że spowija je mgła, a jednocześnie bije z nich magiczny blask i spokój. tak mogą wyglądać tylko oczy, które wylały wiele łez.
byłam tam wielokrotnie dziewięć lat temu. pamiętam białe korytarze, labirynty poukrywane pomiędzy ścianami. byłam tam również niedawno. nic się nie zmieniło. scenografia wciąż ta sama. zmieniają się tylko osoby dramatu. jak kukiełki wchodzą na scenę, aby za chwilę ustąpić miejsca kolejnym. przeraża to, jak ich wiele.
są takie miejsca... nie chcę tam wracać.
a.jpg)
