środa, 25 czerwca 2014

nie zapomnę


zwyczajny poranek. pobudka przed szóstą rano. ostatnie nadzieje na sen udaremnione przez głośne, radosne okrzyki. cóż robić- nieprzytomna zwlekam się z łóżka i idziemy z synem do ogrodu. tam zwykle siedzimy sobie na huśtawce i w ramach rozrywki śpiewam Małemu piosenki. on jeden potrafi docenić, czym jest sztuka wokalna w wykonaniu mamusi...

i tak przy tej okazji przypomniała mi się piosenka, którą śpiewali moi rodzice na wszelkich zlotach rodzinnych. przeniosłam się na chwilę w czasie. las. drewniana altanka w kształcie sześcianu, na środku stół, a wokół niego rada starszych zgromadzona w celu zakłócania ciszy nocnej. Tata z nieodłączną mandolą i Mama, z lubością zawsze śpiewająca drugim głosem. " w drogę z nami..."

zaśpiewałam Stefankowi. coś na chwilę stanęło mi w gardle. 

po śmierci Mamy bałam się, że Ją zapomnę, że nie będę pamiętać Jej śmiechu, głosu. usłyszałam Ją dziś znowu. te ich piosenki są jak linki podtrzymujące namiot, w którym skrywa się tamta mała dziewczynka, którą kiedyś byłam. a ona ma codzienny kontakt z Mamą. poza tym coraz częściej łapię się na tym, że powielam Mamine zapędy, zachowania, tendencje. oglądając ostatnio wywołane zdjęcia dziwię się swojej twarzy. w ostatnim czasie musiała się zmienić. zaczęłam się uśmiechać Jej uśmiechem. z tych fotografii patrzą na mnie Jej oczy.

nie wiem, czy powodem jest to, że zaczynam się starzeć, czy może to, że teraz sama jestem Mamą. przestałam się jednak bać. nie zapomnę. wystarczy, że spojrzę w lustro...

czwartek, 22 maja 2014

trzy miesiące razem




trzy miesiące nieprzespanych nocy. trzy miesiące brudnych pieluch. trzy miesiące baru mlecznego. trzy miesiące wypełnione skrajnymi emocjami. frustracja, bezradność, radość, szczęście, śmiech.

trzy miesiące razem :) kocham :*

poniedziałek, 12 maja 2014

odpowiadam


pytasz, jak się czuję. patrzę ci w oczy i wzdycham. zasypana lawiną rozkoszy nie umiem ubrać tego stanu w słowa. rozedrganie. lód i ogień w jednym. podrażnione zmysły. wydrążony owoc. 

zadowolona mruczę jak kotka. karmię się ciepłem twojego ciała. zasypiam w kąciku twoich ust.


piątek, 2 maja 2014

wewnątrz


wchodzę w zupełnie inny, odrealniony świat. zostaję wessana do jego środka. chłonę barwy, zapachy i kształty. wewnątrz jest miękko, magicznie i słodko. a czasami strasznie. 









czwartek, 17 kwietnia 2014

młyńskie koło


przytuliłam się do drzewa. w tle stukanie dzięcioła, ptasie trele, szum wiatru i słońce próbujące przebić się przez zamknięte powieki. chwila na naładowanie akumulatorów po kolejnej nieprzespanej nocy.

dostałam bukiet żółtych tulipanów. sernik i szarlotkę.

i syna do nakarmienia. przyprószyłam go przez przypadek cukrem pudrem. i bez tego jest słodki.

koper włoski, anyż, czarnuszka, kozieradka. to wszystko zmieszane ma się równać mleku. u mnie to równanie jest zaburzone. bolą mnie piersi i serce. bo syn ciągle głodny. a ja nie mam wystarczająco dużo pokarmu. każda komórka ciała woła o sen. a w głowie młyńskie koło napędzane zmęczeniem.


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

cellulitis


chyba gdzieś zagubiłam siebie. zapominam, co lubię. nie umiem zainteresować się czymś innym, niż to, co aktualnie na tapecie. to nawet nie to, że stałam się TYLKO mamą. ja przestaję chyba wiedzieć, kim w ogóle jestem. a MAMĄ też nie jestem jeszcze w stu procentach. ostatnio składam się z przeczytanych artykułów i książek na temat noworodków, poczucia winy, permanentnego niewyspania, głodu zaspokajanego w biegu, wrażenia, że ciągle jest coś do zrobienia w stałym niedoczasie, mapy bolących miejsc i cellulitisu na dupie. i jeszcze momentami z czułości nie do opisania. ale to zupełnie inna historia... 

czy ja jeszcze tu jestem? 

środa, 9 kwietnia 2014

tabula rasa


wczoraj przyszła pierwsza wiosenna burza. zelektryzowani jej przybyciem zagapiliśmy się w dachowe okno sypialni. trwający już jakąś chwilę płacz ustał. wielkie oczy patrzyły z ciekawością na krople rozpłaszczające się na szklanej tafli szyby. ich dudnienie działało uspokajająco. czas zwolnił.

co myśli sobie mały Człowiek w takiej chwili? czy gdzieś w podświadomości zachowa ten moment w pamięci? czy zadrukuje rozmytymi przez deszcz literami część swojej tabula rasy? codziennie karmię Go nowymi wrażeniami, drażnię Jego zmysły, dostarczam nowych doświadczeń. przez dziewięć miesięcy byliśmy jednością. teraz, odseparowani, w dalszym ciągu chłoniemy świat razem. mały Człowiek rośnie ponieważ nasiąka nowymi przeżyciami. to wielka odpowiedzialność kształtować taką małą Istotę, malować Jej jestestwo według sobie znanych wzorów i wybranymi przez siebie kolorami. 

kap kap kap

jak kroplówka codzienność sączy się do Jego duchowych żył.

kap kap kap

moje piersi płaczą mlekiem.