środa, 27 kwietnia 2011

zadyma





Różane kadzidełko. Żar, zapach, dym. Niewielkie obłoczki - od źródła do nieskończoności. Sinusoidy dymu, esy - floresy, zygzaki, kłębiące się, załamujące, rozwarstwione linie. Wiatr je porywa w górę, ulatują przez uchylony lufcik okna, tańcząc zalotnie wydostają się z pokoju, szybują do nieba, w przestrzeń kosmiczną. Rozmywają się po drodze, ale nie giną. Zapachem śpiewnych różanych ogrodów opowiadają swą historię. Odwieczne zjawisko dyfuzji. Ból głowy...

czerwiec 2003 ...zanim zawalił się świat

wtorek, 19 kwietnia 2011

wewnątrz


przed wejściem do tego ogrodu byłam już wiele razy. nieśmiało spod rzęs spoglądałam na jego ogrodzenie, zastanawiając się w duchu, jak je przekroczyć. nie potrafiłam się przemóc i zapytać o wskazówkę. nie wiedziałam, gdzie szukać wejścia. nie chciałam się wdzierać do środka nieproszona.

nigdy nie zapomnę tej nocy, kiedy zrezygnowana stanęłam w końcu przed jego furtką, a ona z cichym skrzypnięciem otworzyła się przede mną. stało się to, na co tak długo czekałam. zostałam wciągnięta do środka i dałam się ponieść panującej wewnątrz magii.

oszołomiona kolorami i zapachami oddycham głębiej. w cieple słońca rozpraszam energię. mrucząc cicho kąpię się w strumieniu. zlizuję z liści krople rosy. poleguję na miękkiej trawie. nocą zadzieram głowę i przyglądam się niebu. dla śmiechu podejmuję próby policzenia gwiazd. niewyspana ze szczęścia rano piorę skrawki snów. jak białe prześcieradła wieszam je na sznurku rozwieszonym między pniami drzew. strząsam z rąk tęsknotę.

czasem zdarza mi się zapuścić w nieznane rejony. bywa, że gubię drogę w labiryncie z ostrokrzewu. moje stopy zaplątują się w wystające z ziemi pnącza. drogę zachodzą mi chaszcze. drżę ze strachu. żeby się nie bać kładę się w pozycji embrionalnej i zamykam oczy. 

każdy ogród ma swoje mroczne zakamarki. nie moją rolą jest oswajać to, co dzikie. nie moim prawem jest karczować to, co rosło w nim od zawsze. 

mogę stanąć z boku i przyglądać się tym niedostępnym terenom lub któregoś dnia schylić głowę i powoli zacząć przedzierać się przez zarośla, uważając, aby się zanadto nie podrapać i nie zgubić drogi powrotnej.

czwartek, 14 kwietnia 2011

tryp- pstryk








tak objawia się u mnie parcie na szkło...  ;)

wtorek, 12 kwietnia 2011

opowieść o błaźnie i pożarze



- ja przyszłam z reklamacją!
- słucham panią
- materiał spodni jest do niczego! dziury mi się robią! o! o! niech pani patrzy!!! ja pani mogę to podrzeć, jak pani tylko chce!
- ale ja wcale nie chcę, żeby pani to darła...


po raz kolejny dochodzę do wniosku, że gatunek ludzki hurtowo jest nieposkromiony i nieprzewidywalny. straszny jest momentami. aż nadto mam go dzisiaj. o tym, jak na ludzi działa słowo "rabat", można by książkę napisać. nie wątpię zresztą, że już niejedna takowa powstała :) mogłabym dołożyć do niej parę spostrzeżeń. 


kiedyś dzikie tłumy przy kasie, a w eterze komunikat o ewakuacji. wszyscy słyszą, nikt nie reaguje. bo przecież oni muszą zakupy zrobić, drugi raz w tej kolejce stać nie będą. bez tych szmat stąd nie wyjdą. a to na pewno jakaś ściema jest. wylecą w powietrze i się spalą trzymając w zębach torby z zakupami, z których już nigdy nie przyjdzie im skorzystać.


przypomniała mi się przy tej okazji opowieść Sørena Kierkegaarda o błaźnie i pożarze. 


„Zdarzyło się w pewnym teatrze, że wybuchł pożar za kulisami. Pajac wyszedł przed kurtynę, aby powiadomić o tym publiczność. Myślano, że to żart, i klaskano w dłonie; pajac powtórzył wiadomość; bawiono się jeszcze bardziej. Tak właśnie myślę – koniec świata nastąpi przy ogólnym śmiechu i oklaskach dowcipnisiów, którzy będą myśleli, że to żarty”. 


i tym optymistycznym akcentem o północnej godzinie się udobranocniam, bo na twarz padam...

środa, 30 marca 2011

truskawka i groszek, czyli anatomia słów


- nie lubię aniołów
- dlaczego?
- bo śmierdzi, jak im się skrzydła opala

                            ***

- śniłaś mi się dzisiaj, byłaś Chinką
- i co robiłam?
- leżałaś przy ognisku
- po chińsku?
- nie, na wznak


                      
                            ***

- ja pierdolę, a jak by się okazało, że te karty się rzuca i to się dzieje...?!
- co???
- wszystko...

                            ***

-... ona się nazywa Ida Delf
- to ta, co pojechała do sanatorium?
- nie, ona jest cały czas w ogrodzie i zbiera świeżą miętę do ciasta wiśniowo- miętowego. nie ma takiego ciasta? to będzie, ja ci to mówię...

                            ***

- jakiś róg mi rośnie na prawym brzegu czoła
- i co? drugi ci urośnie, czy będziesz unicornem?
- czym?
- no jednorożcem. on się unicorn nazywa. uni od jednego...
- ...a corn od kukurydzy...

piątek, 18 marca 2011

anachrom *


podobno punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. może dlatego już na wstępie pojawia się spirala przywodząca na myśl źrenicę, a w niej krąży jak zły duch krzesło: umowny punkt obserwacyjny.

zostaję sprowadzona do poziomu drosophila melanogaster. widzę świat jak owady: dziesiątki małych oczek  rejestrują rzeczywistość pod różnymi kątami, układając ją w spójną, trójwymiarową mozaikę. czasem jadąc tramwajem oklejonym z zewnątrz reklamami, oglądam świat przez pojedyncze piksele ich struktury i odnoszę wrażenie bycia muchą. natrętną, bzyczącą, brudną. uwalaną w łajnie.

ciekawski z natury człowiek rozbiera codzienność na czynniki pierwsze, obserwuje, bada, analizuje. ogranicza wszystko do suchych danych, wykresów, systemu binarnego. wydziera naturze jej tajemnice. zagląda do łona matki, wkłada wszędzie swoje brudne paluchy, penetruje.

a tymczasem sam może znajdować się pod czyimś mikroskopem. zastanawiasz się czasem, czyje oko na ciebie patrzy? pomijając nasilającą się "permanentną inwigilację" człowieka przez człowieka, kto wie, pod czyją jeszcze obserwacją się znajdujemy? a co się stanie, jeśli ten ktoś przez nieuwagę strąci i zbije fiolkę z podpisem: ziemia?

* nieudolność interpretacji polega na tym, że mając swój własny filtr rzeczywistości, nie da się w stu procentach ocenić, "co autor miał na myśli". z drugiej strony to właśnie jest w sztuce najpiękniejsze, że każdy może ją odebrać na swój niepowtarzalny sposób. a anachrom jest szTuką przez wielkie T. 


zainteresowanych odsyłam do oryginału:
 http://www.youtube.com/user/salvadordiv#p/a/u/1/wvOriK7UsFw

czwartek, 17 marca 2011

galeria osobliwości



samotność

odbicie

drzwi donikąd

opuszczone schronienie

żeliwne spojrzenie

kontrasty