czwartek, 8 sierpnia 2013

"nogi ma, łapi ma, nie ma skalpetów"




wczoraj je widzieliśmy. ma 5 centymetrów, rączki, nóżki i całą cudowną resztę. i jest straszną wiercipiętą :) chyba w końcu zacznę wierzyć, że to się wszystko dzieje naprawdę.
to jest coś niesamowitego. prawdziwy cud.

:)

środa, 10 lipca 2013

o rany boskie...


głupia jestem i się zamartwiam. a mi nie wolno. miesiąc mam czekać, żeby się dowiedzieć, co dalej. przecież się wykończę. w ramach rozrywki po nocy spędzonej w pracy przespałam 4 godziny i dokończyłam myć okna. na te umyte wczoraj zdążyło już narobić jakieś ptaszysko. pod oknem koszą trawę - i tak nie pośpię. zresztą skołatane nerwy na to nie pozwolą. coby wprowadzić się w lepszy nastrój, zapodałam sobie muzykę z ukochanego filmu Dirty Dancing. pomogła. na chwilę. bo żeby zrobić sobie odpoczynek, obejrzałam scenę finałowego tańca. i on na nią tak patrzył. i ją pocałował. i podniósł do góry. i siedzę i sobie pochlipuję, bo to takie ładne było. a ja tu sama. do tej pory dziarsko się trzymałam. no ale ile można? czemu dawanie komuś wolności musi pobolewać? jeszcze muszę posprzątać łazienkę. i odkurzyć. i zmienić pościel. i... końca nie widać. a już znów głodna jestem. ile można ciągle żreć?! :) i mi z podwórka czymś pomidorowym zapachniało. a wcześniej miałam ochotę na mizerię. i już teraz nie wiem, czego mi się chce. cholera jasna, chyba się zaczyna. rzekomo najpiękniejszy etap w życiu kobiety :) aż się boję, co będzie dalej :)

niedziela, 7 lipca 2013

miraż


wanna bez Ciebie jest zbyt duża. ciepła woda otula moją nagość, zmywa trudy dnia. kubek herbaty z cytryną przyjemnie ogrzewa dłonie. od brzegu wanny odbija się płomień świecy tworząc miraż. dwa sznury złotych świateł przywodzą na myśl port gdzieś na południu Europy. tętniące życiem miasto i jego rozmyta przez wodę, odwrócona kopia. wzrok grzęźnie w tym obrazie. rozpływa się moje jestestwo. 

woda w wannie stygnie, herbata przestaje parować, a ja wciąż tam jestem. światła tańczą, wzbijając tumany złotego pyłu. jest tylko ta wizja i drżące w powietrzu dźwięki muzyki. wyciągam korek. spływam kanałami, faluję, wpadam w wir, który wyrzuca mnie w samym środku miejsca, które widziałam dotąd z oddali. ciepły wiatr bawi się moimi włosami. światła powoli gasną. zamykam oczy.

a gdzieś tam w głębi mnie pulsuje maleńkie serduszko. mój brzuch pęcznieje. dobranoc koniku morski. niech Ci się przyśni skąpany w świetle księżyca śródziemnomorski port. kiedyś Cię tam zabierzemy...

tajemnica


świat, w którym żyjemy, opiera się na dualizmie. w nieskończoność można mnożyć przeciwstawne sobie pary. ich części składowe są jak elementy układanki tworzące kompletny obraz. światło i mrok. kobieta i mężczyzna. życie i śmierć.

buddyści wierzą, że śmierć nie jest końcem. umieramy po to, aby odrodzić się na nowo. zanim jednak to nastąpi, przebywamy w stanie zawieszenia. bardo trwa siedem tygodni, a więc 49 dni. po tym czasie świadomość istoty, która ma się odrodzić jako człowiek, zagnieżdża się w łonie przyszłej matki. 

czy przypadkiem jest to, że w tym samym czasie, w siódmym tygodniu ciąży, tworzą się zawiązki organów pozwalających określić płeć - najważniejszy czynnik różnicujący ludzkość? jednocześnie staje się widoczna szyszynka, która według Kartezjusza jest cielesną siedzibą duszy, pośrednikiem między tym, co namacalne, a tym, co nieuchwytne. ten maleńki gruczoł, zwany naszym "trzecim okiem", znajdujący się w mózgu, wytwarza substancję o potężnym działaniu psychodelicznym: DMT. paradoksalnie (jako, że występuje naturalnie w wielu organizmach roślinnych i zwierzęcych) jest ona wpisana w rejestr najbardziej nielegalnych substancji świata. dlaczego? dlatego, że poszerza świadomość, wprowadza w niezbadane stany duchowe, obdarowuje wiedzą, sięga do najskrytszych zakamarków umysłu. a to jest przecież  z punktu widzenia tzw. "władz"zbyt niebezpieczne.

siódmy tydzień. tyle się teraz dzieje! zostałam sama i mam czas, żeby wsłuchać się w siebie. cisza i cykanie zegara. szalone ćmy obijające się o lampę.

czy faktycznie jestem sama...? chyba nie do końca, ponieważ już wiem, że noszę w sobie najważniejszą  na świecie tajemnicę: tajemnicę życia...

wtorek, 25 czerwca 2013

czekając na...


niedowierzanie. roztrzęsienie. wzruszenie. radość. strach. śmiech i łzy. czekamy na wieści. jeśli się potwierdzą, nic już nie będzie takie samo...

środa, 19 czerwca 2013

morza szum, ptaków śpiew


nadmorskie impresje. ku pamięci.


                                                   





piątek, 19 kwietnia 2013

kamień z serca


znalazłam go parę dni temu. wyraźnie wyczuwalny na prawej piersi obok mostka. pani doktor nic nie wyjaśniając, na skierowaniu na usg napisała "pilne". chyba dopiero wtedy mną zatrzęsło. na szczęście udało się znaleźć termin i moja niepewność trwała tylko dwa dni. jaka niepewność zresztą? ja już wszystko wiedziałam. to jest straszne, że kreatywność ludzka w stronę czarnych scenariuszy gna niczym nie okiełznanym galopem.

stanęły mi przed oczami sceny sprzed dziesięciu lat. a potem jeszcze sprzed kilku miesięcy. ten gnój zeżarł najpierw moją M., a następnie Mamę. napatrzyłam się na ich cierpienie. były w nim tak dzielne. obie. nie jestem pewna, czy ja też bym tak umiała.

tych parę chwil sprawiło, że stałam się drżącym ze strachu, zaszczutym zwierzątkiem. patrzyłam na wszystko, co mnie otacza, jak na krajobrazy oglądane przez okno pędzącego pociągu. jakoś tak mi wszystko uciekało. po raz kolejny uświadomiłam sobie, jaką, mimo poniesionej niedawno ogromnej straty, jestem szczęściarą. to nie tak, że nie myślę o tym na co dzień, że nie doceniam. codziennie patrząc w ukochane czarne ślepia zadziwia mnie to, co z nich wyczytuję. teraz jednak, kiedy dotarło do mnie, że to wszystko, na co czekałam przez całe życie i czym chcę się cieszyć przez jego resztę, mogłoby się skończyć, przepadłam. do tej pory mam przełyk zawiązany na supeł. stres jest wykańczający.

zmiana niegroźna, jednak najlepiej upewnić się u specjalisty, czy zostawić to w spokoju, czy wyciąć. mam się jednak nie martwić, bo to nic niepokojącego. łzy same wylazły na wierzch. niebawem będę znała decyzję. na dziś jednak dosyć wrażeń. jeśli ktoś gdzieś usłyszał wielki huk, to był to kamień spadający mi z serca.