wtorek, 26 października 2010

noc


... kolejna długa noc. rozstrzęsiona i bezradna. być poharatanym to nic w porównaniu do patrzenia, jak cierpi ktoś inny. boli podwójnie, potrójnie. bardzo chcę pomóc. nie wiem jak.

byt przesypuje się między palcami. nie mogę go już skleić. chcę nadać mu kształt, aby w tych ramach może już ktoś inny wypełnił go treścią. nie wiem tylko, czy umiejętnie to robię. malując na szkle reliefem zaznaczałam kształty, które potem wypełniałam farbą. to było twórcze. nie chciałabym tego spieprzyć i zamiast witraża otrzymać kontur zwłok na ziemi...

człowiek bierze odpowiedzialność za to, co oswoi.
ja już chyba pozostanę dzika.

1 komentarz:

Margarithes pisze...

Bierze odpowiedzialność powiadasz? Wobec prawd do których dochodzimy przez całe życie, bywam bezradna... i co mi po mądrości, no co?!