sobota, 13 sierpnia 2011
impresje piątkowe
powietrze wypełnione balonami z uwięzioną parą wodną. napięcie. pierwszy grzmot. rozgniewane niebo. mokra skóra. mokre włosy. mokre rzęsy. rozpłaszczone krople wody na pleksiglasowym dachu przystanku. duszność i ocieranie obcych ciał w tramwaju. poczucie dyskomfortu uciszane wsłuchiwaniem się w przypadkowe rozmowy. nieznani sobie pan i pani mizdrzą się do siebie. ona tapirowany blond, wróciła właśnie z sanatorium a jako dzwonek telefonu ma ustawione "bailando". on z pokaźnym wąsem i obrączką na serdecznym palcu najwyraźniej w owym "bailando" pławi swój muzyczny gust. "mówię do widzenia, choć chętniej powiedziałbym dobranoc, a nawet dzień dobry".
drobna refleksja na temat zmienności zdarzeń i biegu rzeczy. bywa. podobno jedyne, co w życiu pewne, to zmiany. czy boli? bardziej ćmi- niby nic takiego, a jednak dokucza...
idę z psem na spacer. on zmysłem węchu obserwuje trawę, ja zmysłem wzroku wyczuwam zachmurzony księżyc. wczoraj była pełnia. wciąż czuć jej oddech. wracamy. ślady psich łap na kanapie. ich właściciel leży na moich porozrzucanych snach. jeden jest o zjeżdżaniu na brzuchu z ośnieżonej górki, oswajaniu wiewiórki i mrożonych truskawkach.
szklane jaszczury zbyt długo ślizgają się po gładkiej, lustrzanej powierzchni. ich zemstą za tę niedogodność była krwawiąca szrama na ukochanym przedramieniu. wtapiam je pomiędzy wyimaginowane liście pachiry. wypełniam je życiem w kolorze zielonym. do mokrej jeszcze powierzchni przykleja się muszka. zdmuchuję ją na podłogę.
sięgam do lodówki po chłodny smak Czech.
uśmiecham się na myśl o nadchodzącej nocy. kształt mojego podbródka został wyrzeźbiony tak, aby pasował do kształtu łopatki powleczonej aksamitną skórą. czekam na moment, kiedy te dwa puzzle stworzą kolejną nocną historię...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz