jeszcze jeden Al zagościł parę dni temu we śnie moim. jestem w więzieniu, włóczę się po spacerniaku, współwięźniarki krzyczą za mną: "jak tam z twoją ucieczką?", odpowiadam,że nic z tego, bo strażnik jest bardzo czujny. jedna wspomina, że to nie problem i jej chłopak, Długi Al, który jest kanibalem, sobie z nim poradzi...
następna scena jest taka, że siedzimy z Długim Alem pod jakimś drzewem.
ja:- Szkoda mi trochę chłopa, to był w sumie dobry człowiek.
Al (wypluwając jakąś kość):- Ja wiem, czy taki dobry? Trochę łykowaty...
poniedziałek, 14 września 2015
niedziela, 13 września 2015
kanapka
T:- Chcesz kanapkę?
A:- Chcę. Już wiem, co obejrzymy, "Idola"!
T:- Z pasztetem?
A:- Z Alem Pacino...
niedziela, 2 sierpnia 2015
bez nadziei
miałam coś napisać, ale to bez sensu. po co? nikogo to nie obchodzi. nawet nie umiem zwinąć swoich uczuć w kulkę i uformować w kształt słów. pusta, wypalona, działam automatycznie, bo muszę. przestałam już wierzyć. im bardziej się staram, tym bardziej odwrotne skutki osiągam. najchętniej przykryłabym się trawą. duszę się. łzy się skończyły. nie ma we mnie nadziei.
piątek, 24 lipca 2015
wakacje
nosiło mnie. doszliśmy do wniosku, że matka też człowiek i może zrobić sobie wakacje. już byłam spakowana, poumawiana, wydawało mi się, że gotowa i... wzięłam szkraba na kolana, pogłaskałam po tych cudnych loczkach i wszystko wzięło w łeb :) siedziałam na walizkach, ryczałam jak głupia i odkręcałam telefonicznie całą akcję. oczywiście potem trochę żałowałam, ale na szczęście nadarzyła się druga szansa i tym razem zamknęłam oczy i skoczyłam, jak radził mi mój tatuś ;)
tym oto sposobem znalazłam się na chwilę w Moim Mieście. utęsknionym, wyidealizowanym, zanurzonym w hałasie. na cztery godziny rzuciłam się w ramiona konsumpcjonizmu. potem spotkanie z dawno nie widzianymi bliskimi ludźmi. a jeszcze później czas sam na sam z brukiem starego rynku, stukotem kół tramwajowych, murami ulubionych knajp.
niby nic się nie zmieniło, a jednak... zwiedzanie w pojedynkę tego, co kiedyś dzieliliśmy razem nie ma większego sensu. tęsknota, samotność i poczucie straty. zgubiłam gdzieś znaczenia i sensy. już nie czuję się tam u siebie. również tutaj nie udało mi się jak dotąd zapuścić korzeni i nic nie wskazuje na to, by się to zmieniło. wszystko jest nijakie. nie mam swojego miejsca na ziemi.
utwierdziłam się za to w przekonaniu, że istnieją bratnie dusze. właścicielka jednej z nich zapakowała mnie do pociągu, cierpliwie wysłuchiwała paplania matki spuszczonej ze smyczy i dała schronienie :)
dlatego mimo rozczarowania Moim Miastem cieszę się, że odważyłam się jednak zostawić Dziecię i pobyć przez chwilę z kimś innym, ale także sama ze sobą...
dlatego mimo rozczarowania Moim Miastem cieszę się, że odważyłam się jednak zostawić Dziecię i pobyć przez chwilę z kimś innym, ale także sama ze sobą...
wtorek, 9 czerwca 2015
chabry i maki
za chabry i maki. za wiatr we włosach. za kruka na niebie.
za polną ścieżkę i poczucie wolności.
za dumę z samej siebie...
dziękuję Ci :)
piątek, 27 marca 2015
"ze światła poczęte..."
jako mała dziewczynka jeździłam z rodzicami na każde wakacje do babci. kawał drogi, do pokonania pół kraju, przesiadka, czekanie na kolejny pociąg, najlepszy na świecie bigos zjedzony w dworcowej knajpie. potem lata studenckie i mały wypad do kuzynki. bo był zlot garbusów, na które wówczas chorowałam. włóczęga po knajpach, z których można było zabrać widokówki, film wyświetlany na kawałku prześcieradła i rosnące przy torach tramwajowych mirabelki, z których zrobiłyśmy kompot... sentymenty.
tak, takie mniej więcej powody mną kierowały, kiedy postanowiłam, że chcę zamieszkać właśnie TAM. okoliczności przeprowadzki trudne, łzy i wyrzuty sumienia. wiem jednak, że gdybym tego wtedy nie zrobiła, zwariowałbym. to więcej niż pewne.
tam uczyłam się na nowo uśmiechać. oddychać pełną piersią. kochać. ufać. tam dostałam po dupie. tam smakowałam dorosłego życia. tam znalazłam bratnie dusze, tam też wiele straciłam. zasypiałam przy stukocie kół tramwajowych, tam się gubiłam, by odnaleźć to, co niewidoczne dla wiecznie zabieganego tłumu. tam odkryłam wiele miejsc, które sobie na zawsze ukochałam. tam spotkałam Tego, na którego zawsze czekałam. tam powstało nowe życie, które nosiłam w sobie przez dziewięć miesięcy, a teraz codziennie pielęgnuję...
utkane z marzeń, spełnionych obietnic, niezrealizowanych nadziei, z szumu samochodów, z zimnego wiatru znad rzeki, z zapachu mięty, z przesyconych miłością kolorów, z wrażeń, z bezsenności, z łez, samotności, kurzu i lęków. "ze światła poczęte - moje miasto..." *
poniedziałek, 16 lutego 2015
zaczynam przestawać
moje ciało się napręża, czuję jak napięty jest każdy jego nerw.
stres spętał je cienkimi nitkami jak baleron.
jestem małą, przerażoną dziewczynką, zaglądającą do ciemnej studni, w której pochowały się wszystkie lęki.
zimno mi.
na niczym spełzły naiwne próby połatania mojego małego świata, który gdzieś zaczął się pruć. wychodzi na to, że sama ciągnę za tę nitkę. pewnie ją przydepnęłam, niezdara ze mnie.
dziczeję. nie umiem się komunikować. niedługo zacznę się jąkać.
chyba za bardzo mi zależy. nie da się zrobić niczego na siłę. nie da się wytłumaczyć czegoś, co nie jest racjonalne. nie da się zmusić do słuchania kogoś, kto zasłania uszy. nie da się dalej iść prosto na rozdrożu.
zaczynam przestawać. wypuściłam z ręki kłębek, z którego miałam dalej tkać swój mały świat. on się toczy, pozostawiając za sobą tylko ślad cienkiej nici.
kończę się, zupełnie jak on.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





