środa, 3 lutego 2016
nocne wyznania
czwarta nad ranem. tupot małych stóp i już czuję przy sobie ciepłe ciałko synka. tłuste paluszki w ciemności gładzą moją twarz i słyszę ten anielski głosik:
-mama... mamusia, tak, to mamusia. supej, huja! kocham cię mamusiu. kocham mamusię. bajdzo.
cała się rozpływam ze wzruszenia :)
wtorek, 29 grudnia 2015
z cyklu: dialogi świąteczne
Miejsce akcji: kuchnia
Mój Mąż:-Nażarłeś się?
Mój Tatuś (z przekonaniem):-Tak!
Mój Mąż:-Do psa mówiłem...
Mój Mąż:-Nażarłeś się?
Mój Tatuś (z przekonaniem):-Tak!
Mój Mąż:-Do psa mówiłem...
czwartek, 26 listopada 2015
kobieta w lustrze
"Od teraz wiem już, w jakim celu wstaję codziennie rano: by budować życie. Dni następują jedne po drugich, podobne do siebie i potrzebne, ja zaś nie muszę sztucznie ich rozróżniać poprzez wyjścia i spotkania. Czas rozciąga się wraz ze skórą na moim brzuchu, jego upływ tworzy nową istotę.
Postrzegam siebie jako maleńkie ogniwo nieskończonego łańcucha, lecz to nic nieznaczące miejsce zupełnie mi wystarcza. Co więcej, cieszy mnie. Tkwiąc na swej mikroskopijnej drabince, uczestniczę w ogromnym cyklu, przenikam do wszechświata, utrwalam go. Rzeczywiście, to bardzo wygodne wykonywać z dobrym skutkiem zadanie kobiety: daję życie, a wcześniej sama je otrzymałam. Później będę jego strażniczką, aż mnie opuści... Życie mnie poprzedza, życie przyjdzie po mnie, lecz dopóki istnieję, życie mnie potrzebuje."*
*Eric-Emmanuel Schmitt: "Kobieta w lustrze"
poniedziałek, 14 września 2015
długi al
jeszcze jeden Al zagościł parę dni temu we śnie moim. jestem w więzieniu, włóczę się po spacerniaku, współwięźniarki krzyczą za mną: "jak tam z twoją ucieczką?", odpowiadam,że nic z tego, bo strażnik jest bardzo czujny. jedna wspomina, że to nie problem i jej chłopak, Długi Al, który jest kanibalem, sobie z nim poradzi...
następna scena jest taka, że siedzimy z Długim Alem pod jakimś drzewem.
ja:- Szkoda mi trochę chłopa, to był w sumie dobry człowiek.
Al (wypluwając jakąś kość):- Ja wiem, czy taki dobry? Trochę łykowaty...
następna scena jest taka, że siedzimy z Długim Alem pod jakimś drzewem.
ja:- Szkoda mi trochę chłopa, to był w sumie dobry człowiek.
Al (wypluwając jakąś kość):- Ja wiem, czy taki dobry? Trochę łykowaty...
niedziela, 13 września 2015
kanapka
T:- Chcesz kanapkę?
A:- Chcę. Już wiem, co obejrzymy, "Idola"!
T:- Z pasztetem?
A:- Z Alem Pacino...
niedziela, 2 sierpnia 2015
bez nadziei
miałam coś napisać, ale to bez sensu. po co? nikogo to nie obchodzi. nawet nie umiem zwinąć swoich uczuć w kulkę i uformować w kształt słów. pusta, wypalona, działam automatycznie, bo muszę. przestałam już wierzyć. im bardziej się staram, tym bardziej odwrotne skutki osiągam. najchętniej przykryłabym się trawą. duszę się. łzy się skończyły. nie ma we mnie nadziei.
piątek, 24 lipca 2015
wakacje
nosiło mnie. doszliśmy do wniosku, że matka też człowiek i może zrobić sobie wakacje. już byłam spakowana, poumawiana, wydawało mi się, że gotowa i... wzięłam szkraba na kolana, pogłaskałam po tych cudnych loczkach i wszystko wzięło w łeb :) siedziałam na walizkach, ryczałam jak głupia i odkręcałam telefonicznie całą akcję. oczywiście potem trochę żałowałam, ale na szczęście nadarzyła się druga szansa i tym razem zamknęłam oczy i skoczyłam, jak radził mi mój tatuś ;)
tym oto sposobem znalazłam się na chwilę w Moim Mieście. utęsknionym, wyidealizowanym, zanurzonym w hałasie. na cztery godziny rzuciłam się w ramiona konsumpcjonizmu. potem spotkanie z dawno nie widzianymi bliskimi ludźmi. a jeszcze później czas sam na sam z brukiem starego rynku, stukotem kół tramwajowych, murami ulubionych knajp.
niby nic się nie zmieniło, a jednak... zwiedzanie w pojedynkę tego, co kiedyś dzieliliśmy razem nie ma większego sensu. tęsknota, samotność i poczucie straty. zgubiłam gdzieś znaczenia i sensy. już nie czuję się tam u siebie. również tutaj nie udało mi się jak dotąd zapuścić korzeni i nic nie wskazuje na to, by się to zmieniło. wszystko jest nijakie. nie mam swojego miejsca na ziemi.
utwierdziłam się za to w przekonaniu, że istnieją bratnie dusze. właścicielka jednej z nich zapakowała mnie do pociągu, cierpliwie wysłuchiwała paplania matki spuszczonej ze smyczy i dała schronienie :)
dlatego mimo rozczarowania Moim Miastem cieszę się, że odważyłam się jednak zostawić Dziecię i pobyć przez chwilę z kimś innym, ale także sama ze sobą...
dlatego mimo rozczarowania Moim Miastem cieszę się, że odważyłam się jednak zostawić Dziecię i pobyć przez chwilę z kimś innym, ale także sama ze sobą...
Subskrybuj:
Posty (Atom)