znalazłam coś, co mnie ujęło.
czas i jego wpływ
zmiany
a przy okazji świetny pomysł na uwiecznienie rzeczywistości...
http://i.imgur.com/GZGrI.jpg
piątek, 12 marca 2010
poniedziałek, 8 marca 2010
ciary na plecach!
heh
jak telewizja i oglądanie reklam wpływają na człowieka? można by pracę doktorską napisać na ten temat, ale nie w tym rzecz. kolejny raz po usłyszeniu paru nut w reklamie, tym razem karty visa, zakochałam się w tych dźwiękach. potęga internetu jest wielka! ten kawałek to isla de encanta grupy the pixies. i tak sobie zaczęłam grzebać. i wygrzebuję coraz to nowsze hiciory. i coraz większe ciary mam na plecach. jak ja się tyle lat uchowałam nie znając ich muzyki?!!! ile straciłam!!! ale natentychmiast pędzę nadrabiać zaległości, a poniżej coś, co mnie powaliło...
że tak nawiążę do rzeczonej reklamy: muzyka the pixies- bezcenna!
jak telewizja i oglądanie reklam wpływają na człowieka? można by pracę doktorską napisać na ten temat, ale nie w tym rzecz. kolejny raz po usłyszeniu paru nut w reklamie, tym razem karty visa, zakochałam się w tych dźwiękach. potęga internetu jest wielka! ten kawałek to isla de encanta grupy the pixies. i tak sobie zaczęłam grzebać. i wygrzebuję coraz to nowsze hiciory. i coraz większe ciary mam na plecach. jak ja się tyle lat uchowałam nie znając ich muzyki?!!! ile straciłam!!! ale natentychmiast pędzę nadrabiać zaległości, a poniżej coś, co mnie powaliło...
że tak nawiążę do rzeczonej reklamy: muzyka the pixies- bezcenna!
poniedziałek, 1 marca 2010
dość
dobra, dość użalania się nad sobą. miałam górkę, za którą nie widziałam, co jest.
teraz też nie widzę, ale mam ochotę się z niej sturlać, cokolwiek mogę zastać po drugiej jej stronie. tak bardzo brakuje mi wiosny! albo lata. w każdym razie okoliczności przyrody, które pozwoliłyby na pójście w plener i oficjalne rozpoczęcie sezonu... marzy mi się gitarowy wieczór przy ognisku. bo ja śpiewać nie umiem, ale niestety mi to zupełnie nie przeszkadza...
wróciłam wczoraj z domu. zaczynam akceptować to, że pewne problemy pozostaną wieczne. nie mam na to wpływu. są chwile, że od myślenia boli mnie każda cząsteczka duszy (u mnie musi być ona położona w okolicach żołądka, bo tam mnie zwykle ściska). dlatego od czasu do czasu trzeba myśleć przestać. dla zachowania równowagi i zdrowia psychicznego.
przestaję więc na chwilę. jak mi się coś nowego urodzi, pewnie tu wrócę :)
teraz też nie widzę, ale mam ochotę się z niej sturlać, cokolwiek mogę zastać po drugiej jej stronie. tak bardzo brakuje mi wiosny! albo lata. w każdym razie okoliczności przyrody, które pozwoliłyby na pójście w plener i oficjalne rozpoczęcie sezonu... marzy mi się gitarowy wieczór przy ognisku. bo ja śpiewać nie umiem, ale niestety mi to zupełnie nie przeszkadza...
wróciłam wczoraj z domu. zaczynam akceptować to, że pewne problemy pozostaną wieczne. nie mam na to wpływu. są chwile, że od myślenia boli mnie każda cząsteczka duszy (u mnie musi być ona położona w okolicach żołądka, bo tam mnie zwykle ściska). dlatego od czasu do czasu trzeba myśleć przestać. dla zachowania równowagi i zdrowia psychicznego.
przestaję więc na chwilę. jak mi się coś nowego urodzi, pewnie tu wrócę :)
czwartek, 25 lutego 2010
fotosynteza
tasuję karty swojego życia. rozkładam przed sobą dni sprzed siedmiu lat. wszystko wraca. białe ściany i labirynty szpitalnych korytarzy. onkologia. znów siedzę na podłodze i czekam, aż Mama wyjdzie z gabinetu. ze swojej perspektywy widzę tylko ludzkie buty. to dobrze, bo nie chcę patrzeć na ich smutne twarze.
znów widzę moją Mundi, wychudzoną i bez włosów. pociesza mnie, że z Mamą będzie dobrze, wydaje się, że w to wierzy, choć nie wie jeszcze, że Jej samej zostały tylko dwa tygodnie...
muszę pozwolić łzom płynąć. od czasu do czasu muszę. to zawsze będzie we mnie siedzieć. dziś wylazło na wierzch. muszę dać się temu wykrzyczeć. żeby potem choć na chwilę umilkło.
wpisałam się w kwadrat teraźniejszości. samotność mnie przeżuła i wypluła. poleżę sobie zgnieciona w kącie. może mnie tam kiedyś ktoś znajdzie. może promienie jutrzejszego słońca dosięgną ostatnich żywych komórek. może zajdzie proces fotosyntezy i jeszcze raz głęboko nabiorę w płuca świeżego powietrza. może.
kupa mięsa
nie umiem wyrzucić z siebie tej myśli. jesteśmy więźniami swych niedoskonałych ciał. wczorajszej nocy obudziłam się przerażona, bo zdrętwiała mi ręka. nie umiałam ruszyć palcami. miałam wrażenie, że trzymam w drugiej dłoni martwy, gumowy kikut. w głowie moje palce zginały się i prostowały, w rzeczywistości były martwe. po chwili czucie wróciło, ale przerażenie pozostało.
możemy robić, co chcemy. możemy tworzyć, pozostawić po sobie niezrównane dzieła. możemy kochać i płakać, śmiać się i tańczyć. możemy przeżywać wzniosłe momenty. ale wszystko ma swój kres.
człowiek jest więźniem swego ciała.
człowiek to tylko kupa mięsa...
możemy robić, co chcemy. możemy tworzyć, pozostawić po sobie niezrównane dzieła. możemy kochać i płakać, śmiać się i tańczyć. możemy przeżywać wzniosłe momenty. ale wszystko ma swój kres.
człowiek jest więźniem swego ciała.
człowiek to tylko kupa mięsa...
czwartek, 4 lutego 2010
na poprawę...
jeśli ktoś potrzebuje, a jak nie to i tak zapewniam, że zawsze działa. przynajmniej na mnie. za każdym razem, kiedy to widzę, moja gęba rozszerza się w uśmiechu.
miejsce akcji: festiwal w sopocie. czas akcji: rok 1989.
bardzo proszę zwrócić uwagę:
primo: na fryzury i ubiór osób uczestniczących
secundo: na układy choreograficzne, przede wszystkim ten gwiazdy, który rozwija się mniej więcej w jednej drugiej występu
tetrio: na ogólny klimat i komunikaty typu: FSO cars from poland
cudowne:) chciałabym choć na chwilę przenieść się w czasie i wskoczyć z nimi na tę scenę... ech :)
poniedziałek, 25 stycznia 2010
do samego dna
teoria chaosu czy zasada predestynacji? skąd jesteśmy w swojej teraźniejszej formie? skąd biorą się nasze upodobania? nasz gust muzyczny i słabość do konkretnych cech płci preferowanej? skąd wiem, że nie lubię koloru niebieskiego, a kocham muzykę lat '80.? dlaczego wszystko nadmiernie solę? jaka jest przyczyna tego, że nie lubię rozmawiać z kimś przez szybę a lubię pić wino pod mostem wczesną wiosną? że nie cierpię wściekłego bzyczenia muchy, a uwielbiam słuchać mruczenia kota? że kocham przytulać się się do sierści zwierzaków, a chyba zaczynam czuć odrazę do dzieci ludzkich? co powoduje, że nie cierpię chodzić po sklepach, jak typowa kobieta? dlaczego powoli otwieram się na ludzi i tylko na tych wybranych? co muszą mieć w sobie, aby się takimi stali? dlaczego jestem w stanie akceptować pewne cechy, a inne mnie odstręczają? dlaczego kocham ten zapach, a tamtego nie znoszę, mimo, ze setki osób szaleją na jego punkcie? czemu obsesyjnie lubię pomidorówkę i żurek, a nie jestem w stanie nawet spojrzeć na owoce morza? dlaczego kocham leżeć na trawie, choć inni brzydzą się potencjalnych jej mieszkańców? dlaczego chodzę w trampkach i co jakiś czas muszę zrobić się na rudo? czemu z uporem maniaka dłubię przy skórkach u dłoni, często się przy tym kalecząc?
ile jest wersji mnie samej skierowanych do różnych grup, do różnych ludzi? ile mam twarzy? kto potrafi wyzwolić tę prawdziwą? a może wszystkie są prawdziwe, a ja toleruję wokół mnie tylko tych, którzy są w stanie uwolnić tę najbardziej przeze mnie lubianą?
usiłuję zajrzeć głębiej w siebie, uświadomić sobie, jakie jeszcze rzeczy sprawiają mi radość, a co powoduje, że się wycofuję? i nie znajduję pytań, na które mogłabym udzielić takich odpowiedzi. myślę, że te odpowiedzi noszę w sobie, tylko boję się pytać... nie wiem, w jakim stopniu naprawdę siebie znam. bo coraz częściej siebie zaskakuję. ale może to normalna konsekwencja procesu zmian, zachodzącego w nas przez całe życie?
gubię się trochę, ale pogrzebię jeszcze. do samego dna. do samego DNA...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

