czwartek, 20 maja 2010

abre los ojos

dzisiejsza noc. duże nasycenie kolorów. robię zdjęcia, są surrealistyczne, jakby przerobione w photo-shopie. chłopak. duże, szare oczy. szopa kręconych jak sprężynki włosów. nigdy go nie widziałam. ma dłoń zawiniętą w bandaż. robię zdjęcie wielkiego, kolorowego motyla. nie mieści mi się w kadrze. robię zdjęcie dłoni chłopaka na tle skrzydeł. przełączam aparat na funkcję YELLOW i motyl idzie pod obiektyw jeszcze raz. jego skrzydła wyglądają jak płatki słonecznika.

przełączam aparat na CYAN. w kadrze wyłania się nagle niebo przetkane białymi, rozciągniętymi w poziomie chmurami. spomiędzy ich warstw widać fragmenty wieży zamku z czerwonej cegły. uświadamiam sobie, że jest to to samo miejsce, które zawsze mi się śni, ale widziane z lotu ptaka. nigdy tam nie dotarłam do końca. nigdy nie byłam w środku, nigdy nie widziałam tego miejsca w całości. zawsze jakieś fragmenty. mam obsesję na jego temat, chcę się tam kiedyś NAPRAWDĘ znaleźć.

robię zdjęcia nieba. przy jednym z nich chwilę dłużej przytrzymuję spust migawki i efekt jest niesamowity. z miejsca, w którym są chmury, na krawędzi bieli i błękitu, widać odrywające się z chmur krople deszczu, jakby pojedyncze kryształki. pokazuję te zdjęcia Margo, ona ocenia surowym okiem eksperta.

żegnam się z chłopakiem. widzę, duże szare oczy. zakochuję się w nich. on odchodzi.

jesteśmy z Margo gdzieś indziej, jakby pod sukiennicami. otwierają się drzwi. wychodzi z nich dziewczyna. głowę ma owiniętą rudym szalem. jest smutna, wygląda, jakby na kogoś czekała. Margo mówi, że to kolejna "ofiara" dużych, szarych oczu...

3 komentarze:

Margarithes pisze...

:* Oczy przynależne do innego świata,
pozorują moralność i srebrzysty strumień,
bujają w nich lasy i cierpkość
lęka się wspomnieć, że skrywają zawiść.

Kunsztownie doskonalą minuty
wypełniając jadem resztkę
krwiotwórczej siatki!

Jesteś czarownicą! Gdybyś wiedziała!

ananke pisze...

no właśnie nie wiem, ale chętnie posłucham :) stęskniłam się za Tobą!

Margarithes pisze...

na razie nie śmieją się moje doliny, jak się uporam, napiszę... list leży, a może przyjadę w czerwcu, to pogadamy :)