środa, 16 listopada 2011

"jutro na śniadanie chcę omleta!"


leżąc w ciemności wpatrywałam się w ogniste refleksy rzucane przez świeczkę. dwie plamy ułożyły się w przednie lampy jadącego samochodu, miękki cień omiatał ścianę jak światło lustrującej teren latarki. bałam się tej wizji. pomyślałam, że być może widzę za ostro. że powinnam posłuchać głosu natury i choć na ten krótki czas wyjść spod błony korygującej wzrok. że wada wzroku jest dokładnie taka, jaka być powinna, żebym mogła ZOBACZYĆ...

... blaszki liści, ich szkielet, łodygi rozgałęziające się we wszystkie strony. gwiazdki śniegowe zadziwiające symetrią kryształów, z których powstały. wielobarwne, tęczowe warstwy światła tańczące w ciemności.

to był cudowny czas. odpoczęłam jak nigdy. uśmiałam się w wyobraźni wessana w sesję zdjęciową "w strojach z epoki rocococo albo inne barocco na temat: średniowieczna, schizofreniczna wizja (p)rusałki... i tak dalej". ty też jesteś moim ulubionym szkieletem... dziękuję ci za te dni :)

Brak komentarzy: