chyba każdy proces twórczy jest nierozerwalnie związany z destrukcją. czasem lepiej zedrzeć farbę, niż zamalowywać nieudany fragment kolejną warstwą. nawet, jeśli ten moment boli i jest nieprzyjemny, ostatecznie prowadzi do oczyszczenia i ukojenia.
zastanawiam się, czy dojrzałam już, aby zajrzeć w głąb siebie i wymieść śmieci spod dywanu. może już czas zmierzyć się z własnymi cieniami?
póki co, zacznę od porządków w szafie... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz