poniedziałek, 21 listopada 2011

refleksJa




dzisiejszego poranka rzeka zniknęła. w jej miejscu pojawiła się wielka, biała chmura, mgła tak gęsta, że można ją było kroić nożem. po bokach jedynie ciemne zarysy krzaków i drzew, a po jej parującej powierzchni ślizgał swój czarny brzuch lecący kruk. coś niesamowitego. miałam wrażenie, że jadę przez most podniebnym tramwajem.

a wieczorem pies wyciągnął mnie na dwór. lubię te nasze spacery. dzięki nim doświadczam ciągle nowych impresji. dziś po raz pierwszy stanęłam na granicy dwu pór roku. taka hybryda, zimsień. zima zatrzymała w sieni i czeka. już przebiera nogami z niecierpliwości. chce się wygodnie rozsiąść na fotelu w pokoju gościnnym. póki co zdjęła płaszcz i sypnęła z rękawa srebrnym brokatem na jesienne liście.

znalazłam między nimi refleks własnego Ja. 

Brak komentarzy: