dużo we mnie po urlopie. napiszę, z czasem na pewno.
kolega mi dziś pokazał filmik nagrany komórką, w roli głównej jakiś stwór bliżej niezidentyfikowany, najprawdopodobniej będący gąsienicą jakąś. no boskie to było, zielone takie. najbardziej mnie rozwalił sposób przemieszczania się tego czegoś. zwijało się toto i rozplątywało, i szło sobie tak, jak sprężynką napędzane. spytałam kolegę, co się ze stworem stało, a on na to: jak to co? wypuściłem go. i za to go lubię :)
co byście zrobili, gdybyście chcieli wziąć prysznic, a na mokrym brodziku skrzydełkami do dołu leżałaby ćma?
ja wyjęłam ją na tekturkę i podmuchałam na jej skrzydełka a potem położyłam ją na parapecie za oknem. rano jej nie było, więc mam nadzieję, że nie zwiał jej wiatr, tylko odleciała o własnych siłach.
no tak już mam, że wszelkie żyjątka wzruszają mnie niemożebnie. oprócz rybików w łazience może... a Albertynka była na Mazurach :) dziś cała noc ją słyszałam, lata w swoim kołowrotku jak szalona, aż zaczął skrzypieć :) zrobiłam jej plac zabaw z kartonu i łazi po jego krawędzi, chyba mnie kocha, bo szuka mojego zapachu i tam, gdzie idę ja, tam idzie i ona. ja w prawo, Albertyna w prawo, ja zakręcam w lewo, ona za mną :) a dziś mi dwa razy spierniczyła i schowała się pod łóżkiem... bałam się, że nie wylezie i coś jej się stanie, ale jakoś udało mi się ją złapać...
a pierwszy dzień w pracy po urlopie jest straszny. a w urlopie najlepsze jest czekanie na niego. to taka refleksja na dziś. a w ogóle to zeżarłam już trzy nurofeny ultra forte fast czy jakieś inne świństwo a łeb jak bolał tak boli. już se nie radzę. nigdy w życiu nie miałam migren, a tu proszę. a propos migren- ostatnio przejrzałam jakieś swoje stare notatki i znalazłam taki oto ciąg skojarzeniowy:
świat--> globus--> ból głowy-->nad Niemnem--> Niemen-->dziwny jest ten... świat