środa, 9 sierpnia 2017

książkowa rozkmina


wpadło nam w ręce "Pachnidło", a tam intrygująca dedykacja... umysł zaczął pracować, śledztwo w pełnym toku, przeszukaliśmy zakamarki niepamięci, a potem półki z książkami i udało się rozwiązać zagadkę :)
jakie to miłe, móc sobie przypomnieć po latach fragment swojego życia :)



środa, 2 sierpnia 2017

wietrzne dzwonki



                                       - Mama? A jak będę duży, to ty będziesz umierać?
                                       - Każdy kiedyś będzie musiał umrzeć kochanie...
                                       - Mama, mi będzie bardzo smutno bez ciebie...


jesteśmy jak te dzwonki kołyszące się na wietrze. pada na nas deszcz, osusza nas słońce, schodzą z nas kolory, płowiejemy. chwilami milkniemy, by za chwilę radośnie zabrzęczeć. a potem nadejdzie taki czas, że pozostanie po nas tylko głucha cisza.

ja jednak zadźwięczę dla Ciebie Synku. nawet, jak już mnie nie będzie...

piątek, 28 kwietnia 2017

poranek


zwykle Stef śpi w swoim łóżku, a za ścianą w swoim my. w trójkę, żeby była jasność. już jakiś czas temu pogodziłam się z faktem, że łóżeczko ze szczebelkami stanowi tylko element dekoracji :) w środku nocy Młody przychodzi po nieprzytomnego Tatę ("w nocy jestem tatowy, a w dzień mamowy"), który ląduje z nim w wyrku i zostaje tam do rana. o świcie słyszę tupot małych stóp i czuję się jak parówa od hot-doga, otoczona jak bułą dziećmi, z jednej strony to małe, czasem na śpiku przyssane do mamy, z drugiej to większe, rozczochrane, kudłate. 

dziś było tak samo.o 6.30 jak zwykle Bachna obudziła się z wielkim bananem na swej ślicznej buźce. jak zwykle starszy brat przyniósł jej nocniczek. po obowiązkowym posiedzeniu odnotowałam obecność drogocennego materiału, który to poszłam zutylizować, zostawiając na chwilę dziecko w takim stanie, w jakim zdjęłam je z rzeczonego topka. jakież było moje zdziwienie, kiedy weszłam do pokoju, a moja cudna córeczka z ogromnym zainteresowaniem oglądała swoje paluszki ubabrane brązową mazią, która rozpościerała się również na naszym białym do niedawna dywanie...

dodam tylko, że w dalszym ciągu nieprzytomny Tata został wezwany na pomoc, Bachna wylądowała w zlewie, a w ruch poszedł Domestos...

kocham te nasze poranki.


sobota, 31 grudnia 2016

zachcianki ananki

jakby to miało jakieś znaczenie, ale jeszcze w starym roku, takie zachcianki drobne chciałam tu zamieścić...

żeby czasem zdążyć wypić ciepłą herbatę.
żeby czasem dać radę zrobić coś do końca, bez przerywania tej czynności kilkakrotnie, bo właśnie coś się wydarzyło...
żeby kiedyś jeszcze móc pogapić się bezczynnie w sufit. albo jeszcze lepiej w niebo. i żeby nikt nic ode mnie nie chciał. i żeby nikt do mnie nie gadał.
żeby móc się wysikać (już nie mówiąc o czym innym) w spokoju oraz bez asysty któregoś z członków rodziny.
żeby nie stresować się podczas pośpiesznego robienia niezbędnych zakupów.
żeby przespać całą noc, od początku do końca.
żeby przespać ją w objęciach męża, bez nocnych roszad i wymian dzieci między łóżkami.
żeby móc bezkarnie napić się grzanego wina tudzież zrelaksować się inaczej...
żeby po sytym niedzielnym obiedzie móc sobie poleżeć w łóżku i poleniuchować przy dźwiękach Sjesty i gadaniu Kydhyńskiego.
żeby czasem jakiś film obejrzeć... może nawet w kinie? to by było dopiero szaleństwo!

ależ się rozmarzyłam! nie, broń boże się nie skarżę, bo czymże bym była bez tej szarej codzienności? samotną, sfrustrowaną kobitą. tak tylko czasem mnie nachodzą takie kaprysy niewinne... tak na chwilę.

najlepszości w tym roku nowym.

czwartek, 15 grudnia 2016

pełnia

spełniony księżyc chwyta mnie za rzęsy, podnosząc do góry powieki i nie pozwalając spać. "kocica wodzi za mną oczami, szczypiąc mnie wzrokiem"... w głowie kolaż z obrazów, myśli i wrażeń. wycinanki z papieru. wyklejanki z gazet. jak szklana kulka po kaflach toczy się kropka, która spadła znad "zet" w wyrazie "kolaż". reflektor za oknem oświetla zegar, w którym kurczy się ilość czasu pozostałego do rana. nasłuchuję ich oddechów. kolejna nieprzespana noc...

środa, 23 listopada 2016

zapominam

zapominam,kim jestem,jaka jestem,co lubię i nie wiem,jak do tego dotrzeć. jestem mamą. to jedno,czego jestem pewna. i chwilowo nie jestem w stanie być kimś jeszcze. dawną sobą. sen jest luksusem,na który mnie nie stać. ale to nic,to nic. najważniejsze,że udało mi się uśpić niepokój i odgonić złe wizje. jeszcze trochę chyba pożyję i to się liczy najbardziej.

środa, 14 września 2016

refleksja



 idę brzegiem morza, a woda obmywa moje bose stopy. w chuście na brzuchu mam tobołek z najcenniejszą na świecie zawartością. przez chwilę czuję się, jakbym znów była w ciąży. wystawiam twarz do słońca i wsłuchuję się w uspokajający szum fal. ładuję baterie. wyganiam z głowy obawy o przyszłość. i tak sobie myślę, że chociaż już pół życia za mną, to jeszcze całe życie przede mną...