sobota, 11 grudnia 2010

popatrz...


zatrzymałam się dziś na chwilę. półwiejska, na wysokości starego browaru. zjawisko. stara kamienica, balkon. stalaktyty i stalagmity z sopli lodu. ogromna konstrukcja. coś niesamowitego. przystanęłam chcąc to uwiecznić. zanim wygrzebałam ze swej przepastnej torby telefon, minęło trochę czasu. zdaje się, że stałam na środku chodnika i blokowałam ludziom przejście. każdy się gdzieś spieszył. mając w zasięgu wzroku takie cudo, przechodnie woleli patrzeć na mnie, idiotkę, która tamuje ruch, wodzi gdzieś rozmarzonym spojrzeniem, za którym nawet co niektórzy podążali, ale z ich twarzy mimo to nie znikał wyraz zdziwienia i niezrozumienia, co też tam takiego interesującego...

czy to jest ta słynna "samotność w tłumie"? czy może ja jestem przewrażliwiona? a może samotność w ogóle dopadła mnie w swoje szpony i dlatego mam porytą percepcję? staram się być dzielna. sama nie musi oznaczać samotna. przecież z natury jestem aspołecznym schizoidem ;) czasem tylko mam taką ogromną potrzebę fizycznej bliskości z drugim człowiekiem. potrzebę bycia przytuloną. a z drugiej strony wiem, że potem, nie mogąc liczyć na jeszcze, rozpadłabym się na kawałki... jestem chyba taką układanką, której brakuje paru puzzli...

wyjdź na zewnątrz. odetchnij mroźnym powietrzem. popatrz na księżyc. jest taki piękny dzisiejszej nocy.


1 komentarz:

Margarithes pisze...

Dzisiaj trochę łaziłam, ale u mnie wszystko płynie... strumieniami :(