poszarpana ceruję dziury wygryzione przez codzienność. byłam odwiedzić Mundi. spytałam Ją, co dalej? była milcząca, jak zwykle. zapaliłam Jej świeczkę, której cudem jakimś udało mi się nie zbić, bo gołoledź taka, że jeździłam po chodniku. znów będę przez kilka miesięcy nosić w kieszeni zapałki. dziewczynka z zapałkami...
zgodnie ze swym postanowieniem zabrałam aparat. zamroziłam chwilę. zamroziłam kwintesencję swego stanu emocjonalnego. wiosna zabita przez zimę. pączki zielonych uczuć skute lodem.
jestem złodziejką. kradnę ręczniki hotelowe, poduszki z knajpy i czas. jestem złodziejką snów, spojrzeń i oddechów. chwil, które nigdy się już nie powtórzą. zapachów i bodźców drażniących zmysły... nawlekam je jak drewniane koraliki na konopny sznurek swojego życia.
przemakają mi buty i oczy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz