czwartek, 30 grudnia 2010

sen powrócił


wrócił mi sen. jakieś nowo wybudowane centrum handlowe. wchodzę przez  knajpę o nazwie "duma barmana" (chyba), wychodzę na pasaż handlowy, mam wrażenie, że już byłam w tym miejscu. nie, inaczej. byłam w podobnym miejscu. znajomy układ pomieszczeń, ale nie do końca się wszystko zgadza. przejściowe pokoje, mały sklepik z pierdołami, jakieś zegary na półkach, bibeloty. teraz sobie myślę, że to mógł być olsztyn. w sensie miejsca pierwotnego, z którego mój mózg przerobił nową wariację. nawet nie pamiętam, jak się nazywał ten "dom towarowy". jakieś schody w górę. pustawa kwiaciarnia. sklep z błyskotkami. coś jeszcze. jakieś pomieszczenie z dziwnymi drzwiami. a może to było okienko, coś jak winda na jedzenie w akademii pana kleksa. teraz przypominam sobie, że zanim tam zaczęłam kluczyć, byłam na jakimś pasażu, ściany z czerwonej cegły, dużo drzwi. otwierałam po kolei każde z nich i oczywiście za wszystkimi znajdowałam kible... ale nie wywołało to we mnie zwyczajowej reakcji, nie miałam ciśnienia na skorzystanie z któregoś z nich :) byłam spokojna i zupełnie mnie nie dziwiło, że każde kolejne drzwi kryją to samo. przyjęłam to za oczywistość. potem skądś znalazłam się w pracy i miałam wizytację G. zaskoczenie, że był przed  świętami i po tak krótkim czasie pojawił się znów. znaczy musiałam mieć jakieś mgliste poczucie czasu. pytam go, czy strefa sale jest ok, on mówi, ze nie zwrócił uwagi. dżizus :) jest jeszcze jakieś dziecko, którym muszę się zająć. nalewam mu wody do wanny. mam je wykąpać i przebrać. oprócz tego latam od łazienki do kuchni, bo coś mu gotuję. pamiętam, że rozrywam torebkę z sosem w proszku i mieszam jego gluty w garnku. wrażenie, że coś się nie zgadza, że to dziecko jest za małe na takie żarcie. ulicą idą ludzie. jakaś wycieczka? idę za nimi.

Brak komentarzy: