środa, 16 lutego 2011
2Q11
skończyłam czytać drugą część 1Q84. wchłonęłam ją, wessałam w siebie. jej treść jest we mnie. jest mną. zawsze była. ja nazywałam to "podziemnym przejściem", murakami nazywa "powietrzną poczwarką"; mniejsza o to.
dwa księżyce. jestem pewna, że gdzieś istnieje świat z dwoma księżycami. wczoraj: rozmawiam z kimś o tym, że od jakiegoś czasu w ciągu dnia widać księżyc, a za chwilę u murakamiego czytam:
Jeszcze nie nadchodził zmierzch, lecz na niebie unosił się księżyc. Mniej więcej trzy czwarte do pełni. Jest biały dzień, a już widać taki wyraźny i duży księżyc (...). Ta nieczuła, szara, skalna bryła wisiała bezczynnie nisko na niebie jakby zawieszona na niewidzialnej nitce. Otaczała ją jakaś atmosfera sztuczności. Na pierwszy rzut oka księżyc zdawał się teatralną dekoracją do jakiejś sztuki. Ale oczywiście był prawdziwy. To zrozumiałe. Nikt nie zadaje sobie trudu, żeby na prawdziwym niebie wieszać sztuczny księżyc.
i jeszcze:
To nie jest żadne marne przedstawienie. To rzeczywisty świat- gdyby go z wierzchu naciąć, popłynęłaby krew. Ból jest w pełni bólem, a strach w pełni strachem. Księżyc na niebie nie jest z papier mâché. To prawdziwy księżyc. Prawdziwa para księżyców.
...czasem patrzysz na mnie tak, jak się patrzy na takie zjawisko, ale to nie oznacza, że chcesz się znaleźć na moim niebie. nie wiem, dlaczego...? na TYM świecie jest tylko jeden księżyc, ale jestem pewna, że gdzieś istnieje świat oświetlany przez księżycową parę. wierzę w to nawet, jeżeli znajduje się on tylko w mojej głowie... w roku 2Q11.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz