wtorek, 8 lutego 2011

w labiryncie




                             - skąd się bierze szaleństwo?
                             - z linii papilarnych...


dawno temu zostałam wciągnięta do labiryntu z własnych dermatoglifów. błąkam się po nim i czasem tracę już poczucie, czy zmierzam w kierunku jego wnętrza, czy jestem blisko wyjścia...?

czy można aż tak zwariować...? dać się porwać TEJ sile? można.

co jest ze mną nie tak? uszkodzony kod genetyczny? czego mi brakuje? a może czegoś mam za dużo...? może kipi we mnie zupełnie niewłaściwy zestaw składników i to nie proporcje, a zawartość powodują, że wciąż wyskakuje ten sam błąd...?

pierwsza myśl rano, ostatnia przed zaśnięciem. sny też są zainfekowane. wciąż to samo, jak zacięta, winylowa płyta z porysowanymi rowkami, wyglądającymi zupełnie jak moje szalone linie papilarne...

nie ma już dla mnie ratunku. a największym paradoksem jest to, że wcale nie chcę, aby nadszedł. chcę się rzucić w tę otchłań. tylko wiem, że mnie nikt nie złapie...


4 komentarze:

salvador pisze...

...a skąd ta cała myśl, że coś jest z Panią nie tak?
-ciekawe linie papilarne z kropka w środku.

ananke pisze...

..."Każdego wieczoru moją kobiecością powinien zachwycać się mój mężczyzna i pieścić od kostek."
(http://felietony.allarte.pl/2011/02/08/snienie/)

i co...? coś jest ze mną nie tak...

a linie nie moje :)

Tom pisze...

no to chyba coś nie tak z facetami;0

megob pisze...

nie, nie jest ...