czwartek, 22 stycznia 2009

...?


dziwacznie było dzisiejszej nocy. miałam sen przepełniony symboliką, takie przynajmniej miałam przeświadczenie tuż po przebudzeniu. jestem na małpim moście, rozciągniętym nad przepaścią, trzymam się próchniejących sznurów i rozbujana próbuję przedostać się na drugą stronę. nagle most nie wytrzymuje i spadam. ktoś mnie łapie.

jestem w jakimś budynku, prowadzi mnie niewidoma dziewczyna. jej oczy są martwe, nieruchome. przepełnia mnie niepokój, kiedy w nie patrzę. dziewczyna jest moim przewodnikiem, prowadzi mnie do jakiejś windy. próbuje wcisnąć przycisk z wybranym piętrem, ale nie może w niego wcelować. chcąc jej pomóc naciskam guzik i przepraszająco głaszczę ją po dłoni, nie chcę, żeby poczuła się urażona, że ją wyręczam. w tej chwili winda zaczyna się kurczyć, jakaś klatka spada z sufitu, robi się coraz ciaśniej, nie mogę oddychać, duszę się...winda jest rozpędzona, nie można jej zatrzymać. zanim spadająca klatka przykrywa nas całkowicie, udaje nam się uciec, wyślizgnąć dołem...

dziwne to, bo dwukrotnie udało mi się uniknąć niechybnej śmierci. najsilniejsze było jednak uczucie niesamowitości, ale nie strachu.

1 komentarz:

Margarithes pisze...

niesamowite sny :>

i to jest w śnieniu cudowne, zero strachu