piątek, 16 stycznia 2009

gość w dom :)


psiątko kochane do mnie przyjechało. po raz pierwszy dom opuściło. było tu jako trzymiesięczne szczenię, ciekawe, czy to pamięta. psiątko lata po całym mieszkaniu, obwąchuje wszystkie kąty. nie może sobie znaleźć miejsca. siada przy balkonie i wygląda przez okno. idzie do łazienki i patrzy tymi swoimi ślepiami. biedaczysko kochane się pogubiło. nie wie, gdzie jest i o co właściwie chodzi.

poszło psiątko do kuchni. ja oczywiście za nim. uwaliło się psiątko na podłodze, przy szybie balkonowej. podobno jak pies się na plecki przewraca, to się czuje bezpieczny. więc zaczął już taką pozycję niemrawo przyjmować, ja już ucieszona, ale psiątko duże jest, a w kuchni ciasno. się psiątko przeciągać zaczęło, a tu rower o stół oparty zachwiał się niebezpiecznie. psiątko łapki wyciągnęło i o krzesło zahaczyło, już mu to krzesło na łeb leci. biedne stworzenie. jak już się pewniej poczuło, to go sprzęty atakują. podrapałam za uszkiem czarnucha, mruczeć zaczął, może się oswoi.

teraz psiątko przyszło do mnie, dwa gryzaki w pysku przyniosło i patrzy. bawić się chce znaczy. odmówić nie wypada. uwielbiam tego gada :)

2 komentarze:

Paweł Ordan pisze...

a i podrap za uszkiem ode mnie i czarownicy, a nuż mu się przyśnim ;)
pozdrówka ze szczecin

ananke pisze...

a podrapię :) się właśnie babol wkomponował w łóżko i z krowami z pościeli się brata
gadzina jedna :)