
...jestem żelazkiem na duszę rozpaloną do czerwoności w ogniu, we mnie schowaną. sunę po prześcieradle szu-szu, góra-dół, prawo-lewo. jestem żeliwne i czuję swój ciężar. stare już jestem, zardzewiałe. zostawiam na materiale rudawe ślady. boję się, że mój właściciel je zauważy, że rzuci mnie w kąt i wymieni na piękne, ceramiczne cudo, pokryte teflonem, posiadające funkcję samooczyszczania i pionowego wyrzutu pary, termostat, spryskiwacz i system anti-kalk. co ja biedne wtedy zrobię? zapomniane, zakurzone będę tkwić na strychu...
a może nie będzie źle? może mój właściciel odda mnie do muzeum? może będzie mi tam lepiej? nie będę już musiało prasować i jeździć po poziomej powierzchni, od czego dostaję choroby lokomocyjnej. będę sobie leżało w gablocie i dumnie prężyło się do wszystkich zwiedzających :)
a może zostanę wystawione na aukcji, w tym jakimś internecie, o którym tak szumnie opowiada mi moja deska, w ten sposób nabyta? może odkupi mnie prawdziwy pasjonat, chcący o mnie wzbogacić swoją kolekcję? może już czas zbuntować się i przejść na emeryturę? a nóż znajdzie się ktoś, kto doceni moją zbolałą duszę...
ech, żem się rozmarzyło... :)
ps. takie oto stany powoduje gorączka powyżej 38 stopni celsjusza :)
4 komentarze:
cusin, ty może lepiej nie odgorączkowywuj się, co?
piknie napisałaś, żeś.
ale duszem całym zdrowia życzę :)
dziękowam :) a wisz,że pierwszy wolny termin do dohtora na pojutrze, może co w malignie spłodzę jeszcze... ;)
a płodźże a dohtorem się nie przejmuj a z nogami idziesz, czy z czym tam do niehgo?
a cóż od nogów moich chcesz, oprócz tego,że za chude? zez katarhem do dohtora, tudzież gorączkiem i innym kaszlem
Prześlij komentarz